Najgorsze dowcipy o golfie cz.2

Napisane 13.11.2013 przez Tomasz Zembrowski

Już kiedyś zaserwowaliśmy Wam najgorsze dowcipy o naszej ulubionej dyscyplinie. Zupełnie nie rozumiemy dlaczego zajęło nam aż 2 lata na zebranie się do ponownego zgłębienia tematu. Lepiej późno niż…później. FORE!

Mąż wraz z żoną grają w turnieju. Grają na przemian, raz uderza on, raz ona. Pierwsze uderzenie z tee wykonuje mąż. Piękny drive, piłka leży na środku fairway’u. Żona zagrywa straszliwego slicea’ i piłka ląduje w krzakach po prawej stronie. Mąż wykonuje cudowny recovery shot i piłka ląduje na green’ie metr od chorągiewki. Żona patuje, ale niestety piłka mija dołek i staje jakieś pięć metrów za nim. Mąż przymierza się, uderza i piłka ląduje w dołku. Wyjmuje piłkę z dołka i mówi do żony.
– Moja droga musimy grać trochę lepiej. Zrobiliśmy bogey’a.
Żona odpowiada
– Chyba nie chcesz mnie o to winić? Moje były tylko dwa uderzenia.

Dyskusja golfistów:
– Jakie greeny?
– Nie wiem, grałem stableford!

Gracz do swego caddiego:
– Pan jest chyba najgorszym caddiem na świecie.
Cadddie:
-Niemożliwe, to byłby zbyt duży zbieg okoliczności

Ksiądz, chirurg i polityk rozgrywają cotygodniową partyjkę golfa. Mniej więcej przy czwartej jamce podchodzi do nich menedżer z klubu z prośbą o przerwanie partii. – Dlaczego?! – pyta lekko podenerwowany polityk. – Wiecie panowie, mały mały problem. Ta grupa, która grała przed wami, jeszcze nie skończyła… – Co nas to obchodzi! Jesteśmy członkami klubu, gramy tu co tydzień! – krzyczy zdenerwowany już polityk. – Przepraszam, ale jest to grupa strażaków, którzy stracili wzrok przy akcji gaszenia szkoły w naszym mieście, zrozumcie panowie… Konsternacja… Pierwszy odzywa się lekarz: – Hm, to rzeczywiście zmienia postać rzeczy. Mimochodem, jutro jadę na sympozjum, porozmawiam z kolegami, może moglibyśmy coś zrobić dla tych odważnych ludzi… – W niedziele odprawię mszę w ich intencji – deklaruje ksiądz. W końcu odzywa się polityk: – I tak, k***a nie rozumiem, czemu nie mogliby grać w nocy!

Żona do męża:
– Tak bardzo golf Cię pochłonął, że nawet nie pamiętasz daty naszego ślubu – mówi żona z wyrzutem do męża.
– Ależ kochanie, pamiętam. To było tego dnia kiedy trafiłem pata z 12 metrów.

Tak bardzo golf Cię pochłonął, że nawet nie pamiętasz daty naszego ślubu – mówi żona z wyrzutem do męża.
– Ależ kochanie, pamiętam. To było tego dnia kiedy trafiłem pata z 12 metrów.

Jaś poszedł pierwszy raz na pole golfowe, poprosił o torbę ,kije i caddiego. Kiedy stanęli na pierszym tee Jaś spytał caddiego co ma robić. Caddie wytłumaczył że, piłkę należy na tę jaśnieszą trawę zwaną greenem. Jaś uderza i piłka ląduje na greenie. Dochodzą do piłki a Jaś pyta zdumionego caddiego , do dalej. Ten mu podaje putter ,mówiąc ,że piłkę należy wbić do dołka.
Na co Jaś :
– To niemógł pan tak od razu mówić?!!

i na deser perełka. A najlepsze jest to, że naszemu naczelnego ten dowcip opowiedział 80latek nie znający golfa o lekko załamującym się już głosie

Starszy dżentelmen gra w golfa. Ma ze sobą chłopaczka noszącego kije
Nestor bierze kij i uderza w piłkę która toczy się w bok i nie wpada do dołka.
– Nosz ku…a !!!! Nie trafiłem!!! – krzyczy wściekły.
Idą do następnego dołka i podobnie jak wcześniej starszy pan nie trafia:
– Nosz KU…A!!! Nie trafiłem!!! – znowu rzecze ze złością.
Trzeci dołek, sytuacja identyczna, piłka po lipie i znowu nie trafił:
– NOSZ KU..A !!! Nie trafiłem!!! – krzyczy ze złością.
Wtem czarno granatowe chmury pojawiły się na niebie, ciemno się zrobiło, coś zahuczało, zamruczało i piorun z nieba zleciał i walnął…prosto w chłopczyka noszącego torbę. A z nieba tubalny ryk:
– NOSZ KU…A. NIE TRAFIŁEM!!!!.

Komentuj


Powrót na górę strony