Najlepsi, którzy nie wygrali “mejdżora” w…ogóle.

Napisane 24.03.2012 przez Tomasz Zembrowski

– …Są lepsi bo są gorsi, rozumiecie?
– yyy,nie bardzo…
– Wy jesteście dobrzy, jeden z najlepszych – dlatego jesteście nie najlepsi, żeby takiego gnojka łapać. Lepszy to będzie ktoś, kto będzie gorszy, bo będzie w sam raz. Co tak patrzycie?
– Że się towarzysz generał nie pogubi…

Kultowa rozmowa panów Kowalewskiego i Opani z “Rozmów Kontrolowanych” wprowadza nas w dzisiejszy ranking tych najlepszych z nie najlepszych albo nie najlepszych z najlepszych jak kto woli. Konkretnie ranking tych, co się nawygrywali ale turnieju wielkiego Szlema nie mają. Trochę śmieszne, trochę straszne.

Colin Motngomery – European Tour – 31 zwycięstw – 0 szlemów (pięć razy drugi, jeden raz trzeci)

Harry Cooper – PGA Tour – 31 zwycięstw – 0 szlemów (cztery razy drugi, dwa razy trzeci)

Macdonald Smith – PGA Tour – 24 zwycięstwa – 0 szlemów (trzy razy drugi, trzy razy trzeci)

Sam Torrance – European Tour – 21 zwycięstw – 0 szlemów (raz piąty….)

Lee Westwood – European Tour – 21 zwycięstw – 0 szlemów (dwa razy drugi, cztery razy trzeci)

Bill Mehlorn – PGA Tour – 20 zwycięstw – 0 szlemów ( raz drugi, dwa razy trzeci)

Doug Sanders – PGA Tour – 20 zwycięstw – 0 szlemów ( cztery razy drugi, dwa razy trzeci)

Mark James – European Tour – 18 zwycięstw – 0 szlemów (raz trzeci, dwa razy czwarty)

Migel Angel Jimenez – European Tour – 18 zwycięstw – 0 szlemów (raz drugi, raz trzeci)

Bobby Cruickshank (jakie piękne golfowe nazwisko) – PGA Tour – 17 zwycięstw – 0 szlemów (dwa razy drugi, dwa razy trzeci)

Harold “Jug” McSpaden – PGA Tour – 17 zwycięstw – 0 szlemów ( raz drugi, raz czwarty)

Mark McNulty – European Tour – 16 zwycięstw – 0 szlemów (raz drugi)

Ed Dudley – PGA Tour – 15 zwycięstw – 0 szlemów (dwa razy trzeci)

Mike Souchak – PGA Tour – 15 zwycięstw – 0 szlemów (dwa razy trzeci)

Kenny Perry – PGA Tour – 14 zwycięstw – 0 szlemów (dwa razy drugi, raz trzeci)

Monty miał tak na prawdę, spore kłopoty w USA (nie wygrał ani jednego turnieju w PGA Tour) ale największe dramaty zdarzały mu się w wielkim szlemie. Jego historia błędnych decyzji jest trochę podobna do występów Phila Mickelsona w U.S. Open. Wszyscy czekali na tytuł wielkoszlemowy Montiego, w końcu facet był przez prawię dekadę najlepszym zawodnikiem starego kontynentu, wygrał Order of Merit aż 8 razy, 7 razy z rzędu (rekordy European Tour) i był drugi na świecie.

Harry Cooper, to kolejny Brytyjczyk, który w sumie niczym nie ustępuje młodszemu Szkotowi. Różnica polega jednak na tym, że Cooper, nauczył się grać w golfa w USA (jego rodzina wyemigrowała) , a ponieważ podróż do Anglii była bardzo droga, facet NIGDY nie zagrał w British Open. Część “znawców” tematu twierdzi, że to najlepszy golfista bez tytułu wielkiego szlema. Inni twierdzą z kolei, że wygrał w 1934 roku Western Open, które uważano nieoficjalnie za majora. Pod rozwagę.

Macdonald “Mac” Smith, golfista, który “rządził między 1920 a 1937, pochodzący ze znanej szkockiej golfowej rodziny. Jego brat Alex wygrał U.S. Open w 1906 i 1910 roku, trzy razy był drugi i trzy razy był trzeci, brat Willie wygrał U.S. Open w 1899 roku, dwa razy był drugi i raz trzeci. Macdonald w 29 startach w szlemie, 17 razy był w czołowej 10tce. Wygrał Western Open trzy razy ale oficjalnie turniej nie został uznany za szlem więc nie ma tematu.

Na naszej liście wysoko uplasował się także Sam Torrance, który ma na końcie az 21 zwycięstw w European Tour i ani jednego szlema. Mało, że nie wygrał to nie był nawet blisko. W 39 startach, Torrance tylko dwa razy był w czołowej 10tce – w British Open, w 1981 skończył na 5 miejscu, a w 1984 na miejscu T9. W tej chwili Lee Westwood ma tyle samo zwycięstw w lidze europejskiej, co Sam, i tyle samo majorow. Oby młodszy kolega nie poszedł w ślady starszego.

Na koniec najlepszych z nie najlepszych wersja specjalna!!

Kolejne nazwisko, chociaż nie pojawiło się na powyższej liście, to Masashi Ozaki, znany szerzej jako Jumbo Ozaki, który w Japonii był pół-bogiem. Ozaki w Japońskiej lidze wygrał…94 turnieje (drugi na liście ma ich 51) a w sumie zawodowych tytułów zgarnął 113. Mówi się, że Ryo Ishikawa pójdzie w jego ślady ale jego 11 zwycięstw wygląda póki co blado więc z takimi komentarzami się lepiej wstrzymać. Jumbo nie jest jednak taki boski, jeśli spojrzymy na wielkiego szlema. 47 występów i zaledwie 3 razy w czołowej 10tce, najlepiej w 1989 roku, w U.S. Open na miejscu T6.

 

 

Komentuj


Powrót na górę strony