Golfowe koloseum

Napisane 02.02.2012 przez Tomasz Zembrowski

Jaki mamy miesiąc? Luty. Ale to nie jest najważniejsze. A gdzie się gra na początku lutego w USA? NA TPC Scottsdale w Arizonie. To też nie jest takie istotne. Jaki turniej jest rozgrywany? Waste Management Phoenix Open? To też nie jest aż takie ważne. Ani nawet kto wygra. Najważniejszy jest natomiast 16 dołek. Najważniejsze jest “golfowe koloseum”.

Par 3, 162 jardy, niby wszystko normalnie, z tą drobną różnicą, że dołek obudowany jest trybunami z miejscami siedzącymi dla…30 tysięcy fanów, który wyją, wrzeszczą, tryumfują, wiwatują, lub buczą, w zależności od jakości strzału, który zobaczą. Mimo, że przypadkowi gracze tu nie występuje to jednak poziom strachu, przez upokorzeniem, wstydem i hańbą jest tutaj wyższy niż zazwyczaj. A pięć bunkrów chroniących green czuwa…

Tym bardziej, że z pozoru bezsensowne krzyki, nie są wcale aż takie bezsensowne. Tu wszyscy wiedzą, kto mieszkał w okolicy, kto studiował nieopodal, do jakiego liceum chodził. Maskotki i emblematy, drużyn sportowych, szkół wyższych (i niższych) są tu na porządku dziennym.

I żeby jeszcze weselej zawodnicy “presję 16tki” odczuwają już wcześniej bo na 10 dołku. Jego green znajduje się zaledwie 20 metrów od jednej z “galerii” a wydobywające się z tamtego kierunku wrzaski potrafią być bardzo dekoncentrujące, chociaż niektórzy twierdzą, że hałas jest słyszalny nawet z kilku kilometrów.  Od 11 dołka zawodnicy uciekają od 16tki ale jak tylko zaczynają podróżować na wschód od dołka nr 14 krzyki z trybun są ponownie “w grze”. Z każdym krokiem są bliżej “Coloseum” i mają tego pełną świadomość.

Kiedy zawodnicy schodzą z 15 greenu idą przez most i wchodzą w ciemny i klaustrofobiczny tunel. Po wyjściu z drugiej strony dostrzegają ogrom budowli i hałas galerii. A to może być paraliżujące.

Tym bardziej, że “Coloseum” nie jest elementem świata golfa, jest bardziej jak obiekty pilkarskie, footballowe czy koszykarskie. Jeżeli szukacie tam przede wszystkich starszych wiekiem golfistów w polówkach, to będziecie szukać na prawdę długo. To jest trochę jak wielkie święto w campusie – cała chmara młodych ludzi, tysiące kolorowych t-shirtów z nazwami drużyn, piwo i ochrona niczym na stadionie piłkarskim.

Z drugiej strony zawodnicy robią tutaj też coś, czego zazwyczaj nie oglądamy. Po uderzeniu z tee zarówno gracz, jak i nie rzadko caddy, rzucają w trybuny, czapeczkami, rękawiczkami, ręcznikami, polówkami a bywało, że nawet butami (ale nie parą, tylko jednym…). Po wygraniu turnieju? Owszem, ale w trakcie rundy na 16 dołku? Tylko Scottsdale.

W latach 90-tych “wolność” na Scottsdale osiągnęła jednak niebezpieczny pułap. Gdzie okoliczni “fani golfa” zachęcali do gry z puszek (jednego nie trzeba było namawiać – trzymamy kciuki za Quatar Masters), zataczający się osobnicy przeszkadzali krzycząc w trakcie backswingu, niektórzy chociaż ledwo przebierali nogami, koniecznie chcieli poznać osobiście swojego ulubionego pro. Problemy się mnożyły, ale na szczęście zamiast całkowitej rezygnacji z “piknikowego turnieju” zastosowano pewne ograniczenia i nakazy. Dzisiaj też można na turnieju kupić piwo, ale specjalne “alkoholowe patrole” czuwają, żeby to były 2 piwka a nie 12. Metoda jak się wydaje słuszna.

Jak będzie w tym roku. Już dzisiaj w nocy się przekonamy.

A na deser najbardziej znany strzał w historii “Coloseum”

Komentuj


Powrót na górę strony