Siedem dni w Utopii

Napisane 27.12.2011 przez Tomasz Zembrowski

Pamiętacie jak jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że do amerykańskich kin wchodzi nowy film o golfie?

Nie pamiętacie? To przypominamy zwiastun

Już kojarzycie? Widzieliśmy go, i zgodnie z obietnicą podzielimy się z Wami wrażeniami.

Po pierwsze jest w nim faktycznie sporo golfa: jest turniej Valero Texas Open, jest K.J. Choi (grający groźny numer 1 na świecie), jest Rickie Fowler i Steward Cink (grający samych siebie). Po drugie jest też Robert Duvall (nie mylić z ex-numerem na świecie Dvualem), który uczy głównego bohatera gry w golfa, czy raczej prowadzi go za rączki pomagając mu wyjść z mentalnego impasu. I prowadzi go na lekcje pilotażu, łowienia ryb, malowania pejzaży i innych ciekawych atrakcji, w których dostrzega parabole do gry w golfa i metody, których nie powstydziłby się nawet sam Leadbetter.

Każdą z kolejnych “prób” Duvall wieńczy maksymą:

1) jeśli potrafisz opisać, dlaczego robisz, to co robisz, nie wybiją cię z rytmu inni ludzie, ani ich dobre rady;
2) jeśli rozumiesz swoje emocje, których doświadczasz w trakcie gry, zdołasz zachować równowagę;
3) każde dobre uderzenie wymaga wcześniejszej wizualizacji – wyobraź sobie czego chcesz, a osiągnięcie tego stanie się prostsze
4) ważne rzeczy w życiu, to nie praca, nie sukcesy, nie cudze uznanie… kto tego nie rozumie, boleśnie odczuje bezsens gry, podejmowanej dla
niej samej…

Trudno nie przyznać mu racji. Te uniwersalne prawdy to filary mentalnego golfa. A całość poza treścią jest połączona ładnymi zdjęciami, ciekawą, wzruszającą muzyką i wyrazistymi postaciami. Ale do czego nas to wszystko prowadzi?

No właśnie. Ostatnim testem młodego profesjonalisty była wizyta na małym cmentarzu, gdzie otrzymał skrzynkę, ołówek i dwie kartki. Na pierwszej miał zapisać wszystkie kłamstwa, które utwierdzał w sobie w swoim życiu, wszystkie kłamstwa, które celebrował w sercu, mimo iż niszczyły jego duszę (wiemy, wiemy, robi się ciężko). Na drugiej miał spisać natomiast wszystko czego nauczył się w czasie 7-dniowego pobytu w Utopii, o życiu, miłości, wierze, rodzinie, prawdziwych wartościach i Bogu. Bo przecież Bóg ma dla niego większą misję, niż trafianie piłką do dołka.

W książce Golf’s Sacred Journey (film jest jej ekranizacją) bezimienny pro wpisuje następujące “kłamstwa”:

– Moje wyniki na polu są odzwierciedleniem mojej wartości.
– Porażka w golfie, jest porażką w życiu.
– Sukces na polu golfowym przyniesie mi spełnienie na długo.
– Moim powołaniem jest gra w golfa.
– Opinie innych są najważniejsze w decyzjach, które podejmuje
– Bóg jest podporą dla słabych.

A potem jest coraz ciekawiej. Główny bohater, jest innym człowiekiem z zupełnie nowym nastawieniem, po “nawróceniu” gra jak z nut w dużym turnieju, dogania najlepszego na świecie Oz’a (Choi) doprowadza do dogrywki i……..koniec filmu bo przecież to czy trafia putta na zwycięstwo nie jest ważne, podobnie zresztą jak cała gra w golfa.

Jesteśmy nieco skonfundowani. Zazwyczaj to właśnie golf jest metaforą życia i co najmniej kilka z “kłamstw” z listy anonimowego pro, jest dość często powtarzanymi wśród grających maksymami. Z pewnością, nie w dosłownym znaczeniu ale jednak. Nie raz nasz redaktor w czasie lekcji, mówił do uczniów: “cechy, które świadczą o tobie jako o golfiście, definiują Cie w pewnym sensie w życiu.” Ci sami uczniowie często powtarzają, że trener robi z golfa religię. To w tym kontekście dość zabawne. Ale tak to właśnie jest: uczciwość, umiejętność zwycięstwa i porażki, koncentracja, regularność, powtarzalność, umiejętność podejmowania decyzji, planowanie, strategia, zdolność współpracy i konkurowania, panowanie nad strachem, złością, frustracją i stresem i wiele innych cech kształci golf i zasada jest prosta – jeżeli z jednym z tych czynników nie radzimy sobie na polu, nie poradzimy sobie z nimi też w życiu.

Sukces i porażka w golfie jest równa sukcesowi i porażce w życiu? Biorąc pod uwagę, że tytułowy bohater filmu jest zawodowym golfistą, który ma problemy z wymagającym za dużo ojcem i jeszcze większe problemy z opanowaniem frustracji, gniewu i przyjęciem porażki to chociaż nie dosłownie ale jak najbardziej tak. Jego sukcesy i porażki na polu, są w pewnym sensie porażkami w życiu. Tajemnica tkwi jedynie w tym jak serio się do tych sukcesów i porażek podchodzi i jakie się wyciąga z nich wnioski. Tym bardziej, że jego “mentor i nauczyciel” nie ma zastrzeżeń do jego techniki.

Nie chcemy jednoznacznie oceniać tego filmu. Z pewnością znajdą się osoby, do których ta “religijność golfa” przemówią i dołączą do podobno pokaźniej już liczby wielbicieli tej książki i jej ekranizacji. Chociaż jesteśmy prześmiewcami, z pewnością z czyiś przekonań religijnych nie zakpimy. Sami nie raz po naszych strzałach krzyczymy ” OOOOOOOOOOOO Boże!!!!!!”

 

Komentuj


Powrót na górę strony