Bubba jest tylko jeden

Napisane 31.01.2011 przez Tomasz Zembrowski

Bubba Watson jest jednym z barwniejszych (i to dosłownie – jego driver ma shaft w kolorze wściekłego różu)  zawodników w zawodowym golfie. Urodził się Bagdadzie…na Florydzie, ma 191 cm wzrostu a mimo to jest tym „niższym” w związku bo jego żoną jest o 2 cm wyższa, była koszarka (ma hcp 5!!). Mimo dramatów rodzinnych  takich jak przegrana walka ojca z rakiem czy podejrzenie raka mózgu (na szczęście błędnie zdiagnozowane) u żony, Bubba jest zawsze rozmowny, wesoły i zdystansowany (do siebie rzecz jasna), chociaż jak ktoś mu podpadnie jak Steve Elkington, to bez małej wiązanki się nie obędzie. Kilku psychiatrów twierdzi, że ma ADD (nie mylić z ADHD) ale żaden jak dotąd nie zaciągnął go na terapie.

Bubba jak na indywidualistę przystało, charakteryzuje się równie nietuzinkową grą.  Jego swing należy do najbardziej siłowych w zawodowym golfie, w momencie impactu jego stopy potrafią być niemalże w powietrzu (obie!!!!), jego lot piłki to gigantyczny fade (chociaż potrafi zagrać wszystko) a mimo to jest jednym z najdalej uderzających w ligach. Znany jest z nieprofesjonalnego podejścia do treningu czy raczej niestosowania go w takiej formie jak konkurencja. Watson nie ma stałego trenera, ba… w ogóle nie chodzi na lekcje, o psychologach sportowych i dietetykach czytał co najwyżej w gazetach, a jedyną osobą, której poradę przyjmuje jest Tiger. Jak sam twierdzi, ostatniej zimy ćwiczył tylko 3-metrowe puty, bo one są w golfie najważniejsze. Jego filozofia gry jest w ogóle banalnie prosta – kochać golfa i czerpać z niego przyjemność. Dlatego nie ma niczego dziwnego w rundzie treningowej rozegranej samą 4-woood, łącznie z puttami. Tym bardziej jeżeli jednym kijem na polu o długości ponad 7000 jardów gra się 77.

W 2003 Watson przeszedł na zawodowstwo i spędził trzy lata w Nationwide Tour, gdzie wprawdzie ani razu nie udało mu się wygrać turnieju ale trzy razy był drugi i raz trzeci. W 2005 roku zajął w drugiej lidze 21 miejsce, ostatnie gwarantujące awans do PGA Tour i jego przygoda z wielkim golfem się rozpoczęła. W swoim debiutanckim sezonie (2006) zarobił ponad 1 mln $ i zajął 90 miejsce gwarantujące kartę na kolejny sezon. W tym samym roku był najdalej uderzającym zawodnikiem z porażającą średnią wynoszącą 319,6 jardów. W dwóch kolejnych sezonach nie odpuszczał i nadal był „najdłuższy, w latach 2009-2010 spadł na drugą pozycję, a w tym sezonie póki co znowu prowadzi.  Jak dotąd najdalej udało mu się „przywalić” w zeszłorocznym Sony Open gdzie na 18 dołku w Kapalua posłał piłkę na 416 jardów (w Nationwide posłał bombę na 422 jardy).

W kolejnych latach (2007-2009) z zegarmistrzowską dokładnością odnotowywał po jednym drugim miejscu i kilka top10. Niby był ciągle w czołowej 60 ale nie radził sobie z presją i nie potrafił wygrywać. Jego temperament, brak prawdziwego treningu, nieobliczalność w zamachu, i częste błędy były wybuchową mieszanką ale Watson trzymał się planu i dalej robił wszystko po swojemu. Przełom nastąpił w 2010 roku w turnieju Travelers Championship, gdzie po dogrywce Pavin i Verplank musieli ostatecznie uznać wyższość leworęcznego kolegi. Bubba był także bardzo blisko wygranej w wielkoszlemowym 2010 PGA Championship. Po kontrowersyjnej karze dla Dustina Johnsona, Watson zmierzył się w 3-dołkowej dogrywce z Martinem Kaymerem, którą ostatecznie przegrał 1 uderzeniem. Druga pozycja to jak dotąd najlepszy występ Amerykanina w turniejach Wielkiego Szlema. W sumie w zeszłym sezonie Bubba skasował 3,2 mln $ i zakończył ligę na rewelacyjnym ósmym miejscu. Ten sezon zaczął się równie wyśmienicie. Wprawdzie po pierwszych dwóch występach szału nie było: T25 i nie przejście cuta, ale w trzecim starcie Bubba wspiął się po raz drugi w karierze na sam szczyt pokonując jednym uderzeniem innego „lewusa” Phila Mickelsona.

Aż by się chciało powiedzieć: You Welcome!!

I na deser reklama Ping z Bubbą w roli….głównej

2 komentarze do “Bubba jest tylko jeden”

  1. LukaszS Napisał:

    Redaktor sie zna więc może pomoże 🙂 czy kiedykolwiek wcześniej dwóch „lewych” zajęło dwa pierwsze miejsca w turnieju PGA Tour lub European Tour?

  2. Tomasz Zembrowski Napisał:

    Służymy uprzejmie i polecamy się na przyszłość: w 2005 w AT&T Pebble Beach National wygrał Phil a drugi był Mike Weir z kolei w The Masters w 2003 wygrał Weir a Mickelson był trzeci. W European Tour taka historia nie miała miejsca, zresztą”mańkutów”, którzy wygrywali turnieje na starym kontynencie było tylko dwóch: Sir Bob Scharles (4 tytuły) i Richard Green (3 tytuły)

Komentuj


Powrót na górę strony