Tiger zagra w Masters!!! Tylko po co?

Napisane 17.03.2010 przez Tomasz Zembrowski

Ok! Koniec, finito, klamka zapadła, Woods przemówił i obwieścił, że kwietniowa Augusta jest miejscem w którym powinien się znaleźć. Powinniśmy skakać się cieszyć, ale jest kilka niepokojących kwestii.

Jak na człowieka, który nie przestaje gadać… (żart) i tym razem Tiger zabłysnął informując wszystkich, że wraca do gry niebawem, a konkretnie za trzy tygodnie na turniej Masters. Czyżby turniej o bogatej i dramatycznej historii miał się zmienić się w ten znany z wysokich ogrodzeń i selektywnie dobrych mediów i ogólnej histerii wokół jednej osoby, która w dodatku prawdopodobnie nie wygra? Oby nie!

Tiger Woods: “Masters jest pierwszym turniejem wielkoszlemowym, który wygrałem i podchodzę do niego z wielkim szacunkiem. Po długiej i potrzebnej nieobecności, czuję, że jestem gotowy na rozpoczęcie mojego sezonu w Auguście.”

Z jednej strony jako fani Tigera nawet się ucieszyliśmy. Ale z drugiej strony mamy cały czas dość konkretne i niezatarte wspomnienie z  dopiero co zorganizowanej  “konferencji” Tigera, na której golfista w trakcie 15-minutowego samobiczowania się ze łzami w oczach mówił o tym, że “któregoś dnia wróci do golfa ale nie wie kiedy ten dzień nadejdzie” . Oczami wyobraźni widzieliśmy, już 50-letniego Tigera, który wraca do golfa by wygrać swój pierwszy turniej w Champions Tour.

Oczywiście przesadzamy ale “któregoś dnia wrócę do golfa” z pewnością nie oznacza “Będę za miesiąc w Auguście, kupujcie bilety i popcorn, zabierzcie rodziny, psy i sąsiadów ale nie przynoście kamer ani aparatów. Pozdro”.

Co ciekawsze cały “powrót i przeprosiny” zgrały się zatrudnieniem niejakiego Ari Fleischera. Kto to taki? A to tylko rzecznik prasowy Białego Domu, który w latach 2001-2003 tłumaczył opinii publicznej, że amerykańskie wojsko w Iraku to największy dar od Boga dla miejscowych i krok milowy w historii ludzkości. Gdyby nie on Georga W. Busha prawdopodobnie ukamienowano by co najmniej kilka razy.  Jak by ktoś miał wątpliwości Woods nie zatrudnił Fleischera na stanowisko osobistej masażystki. W kuluarach mówi się, że to właśnie on jest odpowiedzialny za tekst “przeprosin”. Szkoda, że nie podpowiedział Woodsowi innego koloru zasłon. Może efekt byłby lepszy.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że Woods jest najlepszy na świecie i potrafi czynić cuda (jak inaczej nazwać zwycięstwo w 2008 U.S. Open ze zmasakrowanym kolanem), ale czy jest sens startowania po pięciomiesięcznej przerwie właśnie w Auguście? Zbyt trudne pole, zbyt duża konkurencja i zbyt duża presja. Na tym polu wygrywa się puttowaniem, a tego po ostatnim “powrocie” i rekonwalescencji brakowało Tigerowi najbardziej. Pytamy więc po co?

Po ostatnich kilku miesiącach brazylijskiego tasiemca “Tiger i koleżanki” powinniśmy być zszokowani kolejną zmianą o 180 stopni? Chyba nie, bo gra na polu i trafianie w piłkę idzie Tigerowi świetnie, w przeciwieństwie do jego tłumaczenia się z własnych wyborów i wypowiedzi. Nigdy takiej potrzeby nie miał i najwyraźniej nie ma jej w dalszym ciągu.

Ciekawe czy Tiger zdecyduje się na jakąś konferencję? Jeśli takowa się odbędzie, to czy będzie można zadawać pytania tylko na temat jego nowych kijów, problemów ze swingiem i nieudanych strzałów? A może w ogóle nie będzie pytań. Jeśli chce grać a jednocześnie unikać mediów to będzie biegać po fairwayach i greenach w doklejonych wąsach i długich blond lokach? A kiedy telewizja będzie trasmitować jego grę na ekranie pojawi się: XXXXX XXXXX (-5)? Nawet Fleischer nie ma takich możliwości. (szkoda, byłoby zabawnie)

Największe pytanie jakie nam się nasuwa to czym się Woods kieruje? Chce wygrać swój 15 szlem z marszu po półrocznej przerwie? A co z innymi? Swoim postępowaniem pokazuje, że tak na prawdę liczy się tylko JA a reszta nie ma znaczenia. Steve Stricker, wicelider WOGR, facet który jest wszystkim tym, czym Woods już nigdy nie będzie, w taki sposób skomentował informacje o grze Tigera w Auguście:

“Obojętnie kiedy nie wróci, odciągnie uwagę od turnieju i wszystkich innych. On będzie znowu w centrum zainteresowania. Nie wiem czy Augusta chce, żeby zamiast turnieju Masters był to tylko Powrót Tigera”

Zresztą nie tylko on ma takie zdanie. Lawrence Donegan z angielskiego Guardiana pięknie to podsumował: The Masters – turniej rozgrywany od 1934 roku za sprawą Bobbiego Jonesa i Clifforda Roberts, uprowadzony w 2010 roku przez Tigera Woodsa i Ari Fleischera.

Swoją drogą bardzo jesteśmy ciekawi, kto Tigerowi będzie nosić kije w mini-turnieju w środowej rundzie próbnej, w czasie której pracę caddych przejmują najbliższe osoby z rodziny? Elin? Nie pozostaje nam nic innego jak poczekać.

2 komentarze do “Tiger zagra w Masters!!! Tylko po co?”

  1. cypis Napisał:

    fajny tekst. w sumie podpisuję się pod waszym zdaniem, ale mam wrażenie że Tiger sam się właściwie wyrolował, i nic do tego Ari Fleischerowi.

    Wszyscy wiemy że purytańska ameryka zdrady nie lubi i że popularność i bycie lubianym pozwala w zawodowym sporcie zarobić 2x tyle na reklamach co na “boisku”.

    Tiger znał doskonale te zasady – ale niestety, był zbyt pazerny. Stworzył do spółki ze specjalistami od PR wizerunek robota – mnicha. Człowieka bez wad, filantropa, domatora, mędrca, perfekcjonisty… ech dalej już wymieniać nie mogę.

    Jego świadomy wybór stworzenia sobie fikcyjnego wizerunku na użytek zgarniania kasy odbił się mu czkawką podczas afery z kochankami. Bo amerykanie lubią wybaczać (od czego jest w końcu Oprah) ale nie komuś kto zrobił w konia właśnie ich.

    Mike Tyson mógł odgryzać uszy. Jordan mógł zdradzać żonę. Sampras mógł skąpić napiwków… Tigerowi nic nie ujdzie już płazem. Wielki wzór do naśladowania dla dzieci i dorosłych okazał się zwykłym człowiekiem… wartym rocznie kilkaset milionów dolarów.

    Tylko czy można winić za to samego Woodsa? Przecież zarabianie pieniędzy to obowiązek zawodowego sportowca 🙂 A jak każdy celebryta, prędzej czy później ma chęć poszaleć.

    Szczerze mówiąc chciałbym, aby pytania na konferencjach prasowych wreszcie dotyczyły GOLFA a nie kolejnej striptizerki której Tiger wysyłał świńskie SMS-y… Do jasnej cholery – to najlepszy golfista w historii. Wróćmy do gry, zobaczmy jak zagra po półrocznej przerwie i obyczajowym dramacie.

    Właściwie odczuwam niekłamaną satysfakcję z upadku Tigera – buddy. Od całej tej słodyczy robiło się już po prostu mdło. Czekam z wypiekami na twarzy na Darth Tigera w skupieniu idącego w dół 18 fairwaya w najbliższą niedzielę, w ostatnim flightcie.

  2. Tomasz Zembrowski Napisał:

    Póki co Darth Tiger kroczy na przód całkiem nieźle…

Komentuj


Powrót na górę strony