Struś i Feniks

Napisane 28.11.2010 przez Tomasz Zembrowski

Etymologia określeń golfowych jest zaiste ciekawa i zróżnicowana.

Bogey

Czyli (+1). Pierwotnie “robić bogeye” oznaczało granie na par. Określenie to stało się popularne w Great Yarmouth Golf Club w roku 1890, dzięki modnej wówczas piosence “Here Comes the Bogey Man”. Kiedy golf robił się coraz bardziej popularny w USA golfiści zaczęli używać określenie par jako prawidłowe i ktoś wpadł na pomysł , że powyżej par czyli (+1) będzie się nazywało bogey. To określenie przyjęło się szerzej i przetrwało do dzisiaj.

Z czasem powstawały kolejne nazwy jak double-bogey (+2), triple-bogey (+3), i tak dalej, jednakże określeń tych najwyższych jak “quintuple bogey” nie używa się dzisiaj prawie wcale. Zazwyczaj golfiści mówią ile uderzeń potrzebowali (12 na par3) albo używają słów zrozumiałych tylko w konkretnych klubach jak kondomar albo bałwan…i wiele mniej cenzuralnych (podobno, my nic o tym nie wiemy)
Par

Zwany również Even lub (E) oznacza, że zagraliśmy tyle ile trzeba, zgodnie z normą danego dołka. Określanie Par zawdzięczamy językowi łacińskiemu gdzie “par” oznacza równy. Na początku XX wieku “par” oznaczał idealny wynik świetnych golfistów, spychając “bogeya” czyli wynik satysfakcjonujący na dalszą lokatę.
Birdie

Czyli (-1). Po raz pierwszy określenie pojawia się w 1899 roku w Atlantic City Country Club w Northfield w  New Jersey. Wszystko wskazuje na to, że jednego dnia na polu pojawili się George Crump (który później wybudował Pine Valley, 70 km dalej), William Poultney Smith (założyciel Pine Valley), i jego brat Ab Smith. Na dołku par 4 Crump wylądował po drugim strzale zaledwie kilkanaście centymetrów od dołka, chwile po tym jak pierwszym strzałem strącił ptaka w locie. Naturalnym następstwem takiego zagrania i zrobienia (-1) było nazwanie tego wydarzenia “birdie”.  Bardzo szybko nazwę sprzedano kumplom, inni następnym i za chwile cały klub używał tego określenia. Przyjezdni wywieźli z Atlantic City Country Club określenie, które w ciągu kilku następnych dekad przyjęło się na całym świecie.

Eagle

(-2) czyli 3 uderzenia na par 5, 2 na par 4 albo hole in one na par 3. Zawodowcy robią to dość często, amatorzy rzadziej ale z pewnością nie jest to “biały kruk”. Nazwę nadano by zaakcentować (-1) czyli większy ptak – lepszy wynik (tak nadal mówimy o golfie, bez komentarza).

Albatross

(-3) nazywane także double eagle w USA jest bardzo rzadkim zjawiskiem. Albo 2 uderzenia na par 5 albo hole in one na par 4 (komuś z naszej redakcji marzy się taki wyczyn na 9 dołku w Amberze). Najbardziej słynnym albatrossem jest ten zrobiony przez Gena Sarazena w 1935 roku. Amerykanin dzięki temu wyczynowi został jednym z liderów  w turnieju Masters, który zresztą wygrał dzień później w dogrywce. Do dziś przetrwało określenie “strzał, o którym usłyszał cały świat”. W ciągu ostatnich 40 lat w lidze PGA Tour zdarzyło się to około 100 razy.

Condor

Czyli (-4) na dołku, to najlepszy wynik jaki udało się kiedykolwiek uzyskać. Można go uzyskać albo robiąc hole in one na par 5 albo uzyskując 2 uderzenia na par 6, który sam w sobie jest niezwykle rzadkim rodzajem dołka. Grając w golfa dłużej niż chwilę szybko uzmysłowimy sobie, że zrobienie “asa” na par 5 jest wyczynem nadludzkim, ale jak pokazała historia nie niemożliwym. Najczęściej działo się tak, kiedy par 5 mniej lub bardziej przypominał kształtem końską podkowę. Dokonali tego:

Larry Bruce na polu  Hope Country Club in Arkansas w 1962 roku, na dołku nr 5 o długości 480 jardów.

Shaun Lynch na polu Teign Valley Golf Club w Christow w Anglii w 1995 na dołku 17 o długości 496 jardów (żeby było zabawniej zrobił to grając 3-iron!!!!!!)

Odnotowano także jeden przypadek, kiedy par 5 nie zakręcał a mimo to zrobiono na nim hole in one. Autorem tego heroicznego czynu jest Mike Crean, który na polu Green Valley Ranch Golf Club w Denver w2002 roku na 9 dołku posłał piłkę driverem na porażającą odległość 517 jardów. Trochę śmieszne, trochę straszne.


Ostrich

Czyli Struś to (-5) na dołku. Biorąc pod uwagę, że parów 6 i parów 7 na których można zrobić strusia jest tak mało, prawdopodobnie nigdy nie doczekamy się takiego wyniku. Może i lepiej.
Phoenix

Czyli (-6) na dołku. Przy Feniksie nawet czarna dziura wydaje się pojęciem zwyczajnym i spotykanym. Czysto teoretycznie (nawet teoretycznie teoretycznie) jest to możliwe bowiem Japończycy mają na polu Satsuki Golf Club odpowiedni dołek  o długości 909 jardów (Par7). Chuck Norris pewnie dałby rade… no i Kim Ir Sen.

Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć Wam Strusia i Feniksa, aczkolwiek zacznijcie może od Ptaszków i Orłów, ewentualnie od Albatrossów.

Komentuj


Powrót na górę strony