Powrót prawdziwego twardziela

Napisane 22.04.2010 przez Tomasz Zembrowski

52-letni Ken Green wygrał w swojej karierze 11 zawodowych turniejów. Na fali był w latach 80-tych, kiedy zwyciężał aż 9-krotnie (5-krotnie w PGA Tour) ale zaskoczył wszystkich jeszcze w 1996 roku kiedy w U.S. Open zajął bardzo wysokie miejsce T7. Był także członkiem amerykańskiej drużyny w Ryder Cup.  Jednak dopiero teraz stał się bohaterem dla większości golfistów. Niestety nie jest to spowodowane wynikami ale rodzinną tragedią i uporem z jakim dotknięty bardzo mocno przez życie Green, brnie na przód.

9 miesięcy temu amerykańskiemu golfiście podczas jazdy autostradą na wschód od Mississippi eksplodowała opona. Auto z dużą prędkością wypadło z drogi i uderzyło w kilka drzew. Ken przeżył ale niestety jego dziewczyna Jean Marie Hodgin, brat William (był jego caddym) i ukochany owczarek niemiecki Nip nie mieli tyle szczęścia. Kiedy Green obudził się w szpitalu lekarze powiedzieli mu jasno, że jego prawa noga jest bardzo poważnie uszkodzona i już nigdy nie będzie mógł grać w golfa. A golf dla Kena był po rodzinie największą miłością. Dlatego zaledwie tydzień po wypadku Ken zdecydował się na amputację. Trzy miesiące później, na dopiero co podnoszącego się ( i to dosłownie) Greena spadł kolejny cios. 22 stycznia bieżącego roku znaleziono martwego 21-letniego  Huntera Greena w akademiku. Jego syn przedawkował alkohol i narkotyki.

Mimo to Ken nie poddał się i ćwiczył: najpierw chodzenie z protezą, a następnie grę w golfa.

“Nie wiem co mam powiedzieć. Ok, będę walczyć dalej i spróbuje grać. Tego chce ode mnie Bóg. Walki z przeciwnościami losu. Ale to ciężka walka. Jest w niej mnóstwo bólu i łez, wierzcie mi.”


Walka o przetrwanie to dla Kena nic nowego. Wychowywała go samotna matka, która pracowała na trzy zmiany by jej syn mógł grać w golfa. A on był coraz lepszy i dotarł tam gdzie niewielu, do samego PGA Tour. Tam walczył z konkurencją, z naturą, z samym sobą o uznanie w lidze.

“Od dnia kiedy jak mawiam “odciąłem sobie nogę” nie miałem wątpliwości, że będę grać. Niestety, umysł myśli inaczej niż ciało. Ale nadal wierze, że stać mnie na ten krok. Prawdopodobnie będzie to trwało dłużej niż planowałem i niż bym chciał. Realistycznie rzecz biorąc trochę to potrwa ale nie aż tak długo.”

Rok temu na turnieju z serii Champions Tour – Liberty Mutual Legends, partnerem Greena był Mike Reid…a jutro zobaczymy ich ponownie razem. Kiedy Reid dowiedział się o wypadku wysłał smsa do przyjaciela “Na trzech nogach możemy pokonać większość tych drużyn więc szykuj formę” Ken zabrał się do pracy ale bardzo trudno jest mu powrócić do wcześniejszej formy. Ponieważ dolne partie ciała nie generują już takiej energii jak kiedyś Ken uderza driverem nie więcej niż 235 jardów w locie. Innym problemem jest nadawanie piłce mniejszego spinu i problemy z ustawieniem przy chippowaniu. Mimo tego na polu The Breakers niedaleko jego domu udało mu się już zagrać 68 uderzeń z męskich (nie z profesjonalnych) tee. To prawdopodobnie za mało na turniej ale i tak jesteśmy pod gigantycznym wrażeniem.

Na dwa dni przed startem Green wydawał się mocno poddenerwowany: : “Boje się, że moja gra nie jest wystarczająco dobra by ją pokazywać obok strzałów takich golfistów jak  Fred Couples, Tom Watson czy jego jutrzejszych partnerów Marka O’Meara i Nicka Price.”

Bez względu na wyniki Ken już w Savannah wygrał. Wie to każdy zawodowiec, amator, każdy kibic i wszyscy przed telewizorami. Panowie i Panie…czapki, kapelusze i daszki z głów…Ken Green – niezłomny, najtwardszy z najtwardszych i najodważniejszy z odważnych.

Komentuj


Powrót na górę strony