Podsumowanie tygodnia

Napisane 21.06.2010 przez Tomasz Zembrowski

U.S. Open – PGA Tour

Król pozostał ten sam. Dla niektórych inaczej być nie mogło, inni mieli maleńką nadzieję na zmiany (w tym my). Ale wszystko po kolei. Pole Pebble Beach Golf Links było w tym roku bezlitosne dla zawodników. Linia cut była jak zawsze na tej imprezie wysoka, na poziomie (+7) a wśród tych którzy i tak nie dali rady znalazło się wielu normalnie wymiatających golfistów jak Ross Fisher, Trevor Immelman, Tom Lehman, Geoff Ogilvy, Adam Scott, Paul Goydos, Rory McIlroy, Rory Sabbatini, Y.E. Yang, Stephen Ames, Soren Hansen. Taki turniej, takie pole, taki sport

Byli rzecz jasna również tacy,  u których na kartach pojawiały się też niebieskie wyniki, i tak po dwóch rundach na prowadzenie wysunął się Graeme McDowell z wynikiem (-3). 30 latkowi z Północnej Irlandii deptało wówczas po piętach dwóch “wielkich” tego sezonu Ernie Els i Phil Mickelson oraz Dustin Johnson, którzy na półmetku mogli pochwalić się wynikiem (-1). Ponieważ Woods wówczas zamykał pierwszą dziesiątkę z wynikiem (+4) Mickelson stanął przed realną szansą zdetronizowania Tigera w rankingu OWGR. Jedyne co musiał zrobić  to utrzymać pozycję i liczyć  na to, że obecny numero uno będzie grał nadal dobrze, ale bez szału. Proste? Ani trochę. Prawo Murphy’ego brzmiące “jeśli coś może pójść źle, to z pewnością pójdzie”  jak ulał pasuje do tego co działo się w dniach kolejnych.

Trzeciego dnia Phil zaczął słabo, a na dziewiątym dołku doprawił się jeszcze double bogeyem (nie lubimy takich numerów w jego wykonaniu na U.S. Open, szczególnie na ostatnim dołku) czyli generalnie błądził w przeciwieństwie do Woodsa, któremu wprawdzie zdarzyły się również 3 bogeye. Różnica polegała na tym, ze poprawił je aż ośmioma birdie. “Lefty” po trzech rundach z wynikiem (+1) wylądował na miejscu 6 a Tiger z wynikiem (-1) na miejscu trzecim. Pomiędzy nimi z wynikiem (even) wylądowali równo grający Ernie “Big Easy” Els i…reprezentant Francji Grégory Havret. McDowell, po dobrym starcie, solidnym środku i słabszym finiszu (bogeye na 16 i 17) utrzymał wynik (-3) co jednak nie pozwoliło mu utrzymać prowadzenia, ponieważ w ten dzień nie jeden Amerykanin grał jak natchniony ale dwóch. 25 letni (jutro obchodzi 26 urodziny) Dustin Johnson, nie zrobił wprawdzie ośmiu birdie ale sześć birdie i eagla dzięki czemu po trzeciej rundzie został liderem z wynikiem (-6) i trzema uderzeniami przewagi.

Młodzieniaszek z Columbii w Południowej Karolinie pokazał w tym sezonie, że grać potrafi (miejsce T3 w Northern Trust Open i tydzień później obrona tytułu – zwycięstwo AT&T Pebble Beach National) ale U.S. Open to zupełnie inna historia. I tak Johnson roztrwonił przewagę już na drugim dołku, gdzie zrobił tripple bogeya, a na kolejnych dwóch poprawił doublem i bogeyem. Później jeszcze pięciokrotnie grał powyżej par co w sumie dało porażający wynik – 82 uderzenia!!! Nie on pierwszy i z pewnością nie ostatni. Podobne dramaty przeżywali Gil Morgan, który 18 lat temu został dotkliwie pokonany przez to samo pole, Retief Goosen, który w 2005 roku na polu Pinehurst w rundzie finałowej zaszalał, grając aż  81 uderzeń, czy Aaron Baddeley , który na polu Shinnecock w 2007 roku zagrał 80. Koniec końców Dustin po niedzielnym koszmarze zakończył zmagania na miejscu T8 z wynikiem (+5) remisując z Niemcami Alexem Cejką (przez pierwsze dwie rundy przy nazwisku zawodnika umieszczono flagę Czech) i Martinem Kaymerem oraz Amerykaninem Brandtem Snedekerem ( tym razem nie płakał).

Na miejscu T6 z wynikiem (+4) znaleźli się grzeczny chłopiec Ameryki, Davis Love III, który po raz piąty kończy U.S. Open na miejscu T7 lub lepiej i świetnie finiszujący (najlepsza runda niedzieli – 69) Matt Kuchar. Jedno uderzenie mniej (+3) nagrali numer 1 i 2 świata, którzy niby byli blisko pierwszej trójki ale jednocześnie bardzo daleko. Tiger posypał się lekko już na pierwszej dziewiątce, w przeciwieństwie do Phila, który przez pierwszą połowę dawał radę ale dla równowagi posypał się na drugiej dziewiątce. Na szczęście dla psychiki Mickelsona, tym razem ani przez moment Amerykanin nie był liderem.

Zdecydowanie ciekawiej wyglądała ostatnia trójka. Przypomnijmy McDowell (-3), Els i Havret (Even). Po 6 dołkach sytuacja ewoluowała na jeszcze ciekawszą bo McDowell był (-4), Els (-3) i Havret (-2) i zaczęła się prawdziwa zabawa. Po fenomenalno-niebieskim początku nastąpił regres i dużo niepotrzebnych nadprogramowych uderzeń i tak po 10 dołku McDowell był (-2), Havret i Els (Even). Na 14 dołku Irlandczyk i reprezentant RPA dołożyli kolejnego bogeya i sytuacja zrobiła się napięta ponieważ pomiędzy liderem a Francuzem pozostało jedno, o niczym nie przesądzające uderzenie. Wprawdzie na przedostatnim dołku, koszmarnym par 3 Havret zrobił bogeya ale dokładnie to samo uczynili pozostali. Na ostatnim dołku do sensacji nie doszło i  ponownie wszyscy uzyskali remis (par) dzięki czemu Graeme zdobył swój szósty zawodowy (drugi w ciągu dwóch tygodni)  i pierwszy wielkoszlemowy tytuł oraz…prowadzenie na liście najlepiej zarabiających zawodników European Tour w sezonie 2010. Czyli jednak jakieś przetasowanie nastąpiło ponieważ Els nie tylko przegrał turniej ale także został zdetronizowany w Race To Dubai 2010. Czas pokarze czy inne zmiany także nadejdą.

U.S. Open 2010 wyniki

Komentuj


Powrót na górę strony