Podsumowanie tygodnia

Napisane 07.06.2010 przez Tomasz Zembrowski

Memorial Tournament – PGA Tour

Photo by Pocket Wiley

Turniej Jacka Nicklausa to wielkie święto dlatego na polu Muirfield Village Golf Club w Dublinie…w stanie Ohio nie mogło zabraknąć nikogo. Pojawił się nawet osierocony po rezygnacji trenera Hunka (nie mylić z Hulkiem) Tiger Woods. Stawką było więc nie tylko zwycięstwo w turnieju ale także zmiany w rankingu światowym. Z każdym kolejnym występem Woods traci punkty, a Phil traci je również chociaż wolniej dlatego szansa na to, że “Lefty” zostanie numerem jeden jest coraz większa. Ostatecznie ten mniej “wierny” po przeciętnej grze zajął miejsce T19 a ten “wierny znacznie bardziej” po perturbacjach, punktach karnych, graniu z betonowej alejki  i nerwówce zajął miejsce T5.  W zeszłym tygodniu w  rankinu OWGR Woods i Mickelson mieli punktów 10,40 i 9,50, w tym tygodniu mają ich 10,33 i 9,48. Mamy nadzieję, że Phil zwiększy tempo bo z jeżeli tak ma zamiar się bawić to osiwiejemy z nerwów.

Największym rozczarowaniem turnieju był występ Erniego Elsa, lidera tegorocznej klasyfikacji. “Big Easy” przyjechał, pyknął dwie rundki, nie przeszedł cuta, spakował walizki i wyjechał. Mniejszym rozczarowaniem i niestety mniejszym zaskoczeniem była forma Davida Duvala, byłego numeru jeden świata,  który wynikiem (+14) uplasował się na przedostatnim miejscu. Amerykanin wyprzedził tylko jednym uderzeniem Steva Flesha, który w Ohio zamykał stawkę. Ostatni będą pierwszymi…NOT.

Coraz częściej mamy wrażenie, że wraz z aferą Woodsa, zakończyła się pewna era, aczkolwiek sam aferzysta ma z tym niewiele wspólnego. Sezon 2010 pokazuje, że młodzi zawodnicy z coraz mniejszym lękiem podchodzą do wielkich imprez grając coraz lepiej, odważniej, dojrzalej itp. itd.. To w każdym razie, stało się po raz kolejny w ostatni weekend. My się cieszymy i pewnie sam organizator również, znany skądinąd ze wspierania młodych talentów.

O ile świetna forma (-7) w pierwszej rundzie 30-letniego Justina Rose i 33-letniego Geoffa Ogilvy nie powinna dziwić o tyle równie dobry występ 22-letniego Rickiego Folwlera był nie lada zaskoczeniem. Tym większym, że młodziutki Amerykanin (debiutował pod koniec zeszłego sezonu) grał tak dobrze, że prowadził w dalszym ciągu i po dwóch i po trzech rundach. W niedzielę, wszyscy zastanawialiśmy się, czy niczego nie bojący się Fowler, nowa twarz koncernu Puma, jest aż twardy, żeby dowieźć do końca zwycięstwo z trzema uderzeniami przewagi. Sytuacja była dla niego o tyle dobra, że najbliżej byli Ricky Barnes i Tim Petrovic czyli, powiedzmy sobie szczerze, nie najlepsi z najlepszych.

Ten pierwszy w niedzielę zrobił dwa double bogeye i tylko eagle na dołku 15 spowodował, że z wynikiem (-12) udało mu się zremisować na miejscu T3 z dobrze finiszującym Bo Van Peltem. Ten drugi, zagrał jeszcze słabszą i co gorsze nudną jak flaki z olejem rundę (74, 3 boegeye i tylko jedno birdie), która pozwoliła mu na miejsce T5 z wynikiem (-11) i remis z Ryanem Moore i Philem Mickelsonem. Pechowo dla Fowlera, na tych dwóch panach konkurencja się kończy. W niedzielę bezkonkurencyjny okazał się jeden z liderów po pierwszej rundzie, wcześniej wspomniany Rose. Anglik w finale zagrał perfekcyjnie: 12 parów i 6 birdie. Ta kanonada pozwoliła mu nie tylko wygrać ale także zrobić to z aż 3 uderzeniami przewagi. Dla Justina, którego najlepszym dotychczasowym występem w turniejach wielkiego szlema, jest jego miejsce T4 z 1998 roku w British Open (był wówczas amatorem), to już ósme zawodowe zwycięstwo ale pierwsze w PGA Tour. Serdecznie gratulujemy zwycięstwa a także małżonki (dla nas prawdziwe objawienie i obiecujemy w przyszłości jakieś fotki).

The Memorial Tournament wyniki

Komentuj


Powrót na górę strony