Podsumowanie tygodnia

Napisane 29.03.2010 przez Tomasz Zembrowski

Open de Andalucia de Golf – European Tour

RPA górą. Póki co żaden inny kraj (poza USA ale to w golfie norma) nie wyróżnia się tak bardzo w sezonie 2010. Najpierw Charl Schwartzel, który wygrywa dwa turnieje w styczniu. Potem Ernie Els wygrywający po 3 latach przerwy. Ostatni weekend to także dominacja Republiki Południowej Afryki. W Maladze, rządził bezsprzecznie Louis Ossthuizen (nadal uważamy, że to niefortunne nazwisko – BA, jeśli facet wygrywa turnieje to tym bardziej) a w Stanach Ernie Els jest blisko zdobycia kolejnego tytułu w Arnold Palmer Invitational. O tym turnieju dzisiaj pisać nie będziemy, bowiem z powodu fatalnej pogody finałową rundę przerwano i sytuacja się wyjaśni wieczorem czasu polskiego. Ernie trzymamy kciuki.

Wracajmy zatem do Andaluzji, na pole Parador de Málaga Golf, które jest przyjazne, bardzo płaskie, krótkie (6233 metry) ale bywa zdradliwe szczególnie dzięki swojemu położeniu w bezpośrednim sąsiedztwie plaży. Oczywiście nie chodzi nam o rozkojarzenie wynikające z nagich plażowiczek ale o wiatr. Koniec końców ostatecznie tylko 52 zawodników zakończyło z wynikiem poniżej par więc jak widać aż tak łatwo nie było. Wśród najwyżej rozstawionych zawodników najsłabiej zagrał Rhys Davies, który tak się ucieszył zeszłotygodniowym zwycięstwem, że chyba jeszcze nie doszedł do siebie po świętowaniu i nie przeszedł cuta. Miguel Angel Jimenez zwany człowiekiem z cygrem wprawdzie cuta przeszedł ale jego średnie rundy pozwoliły jedynie na miejsce T55. Kolejny Hiszpan, najwyżej rozstawiony zawodnik turnieju, i prawdopodobnie najdalej uderzający wśród obecnych w Andaluzji, Alvaro Quiros też nie miał za dużo do powiedzenia. Jego wynik (-2) wystarczył na miejsce T45.

Sam Hutsby, młodzieniec, którego poczynania pilnie śledzimy, był w Maladze, sporą niespodzianką. Po drugiej i trzeciej rundzie był w ścisłej czołówce ale jego 70 w niedziele spowodowało spadek z T5 na T12, co jest i tak jego najlepszym wynikiem w zawodowej karierze. Czekamy na więcej.

Na miejscu T4 z wynikiem (-12) skończyli: Anglik Robert Coles i…Francesco Molinari. O ile ten pierwszy w czołówce pojawia się rzadko o tyle drugi zadomowił się w niej na dobre. Braciszek Edoardo na cztery dołki przed końcem zajmuje w Arnold Palmer Invitational miejsce T6. Ci bracia są naprawdę niesamowici.

Na miejscu T2 z wynikiem (-14) wylądowali: Anglik Richard Finch, który wygląda jak Szkot i Szkot Peter Whiteford, który wcale nie wygląda jak Szkot ani nawet jak Anglik. Obaj panowie grali świetnie, ale  nie byli nawet blisko zwycięzcy. Louis Oosthuizen (nigdy się do tego nazwiska nie przyzwyczaimy) uzyskał fenomenalny wynik (-17) mimo iż w cztery dni zdążył zrobić aż 8 bogeyów i double bogeya. Wychodzi na to, że 27letni obywatel RPA musiał zrobić 27 birdie. Prawie, ponieważ zrobił 25 birdie i 1 eagla, co daje średnio ponad 6 birdie na rundę. To się nazywa profesjonalny golf.
W zeszłym tygodniu Louis był drugi, a w tym tygodniu jest pierwszy. Dzięki wspaniałej formie Oosthuizen awansował na 8 miejsce w rankingu Race To Dubai. Co ciekawe w czołowej ósemce European Tour jest aktualnie aż trzech reprezentantów RPA. Prowadzi Charl Schwartzel, trzeci jest Ernie Els. Biorąc pod uwagę, że Els może objąć jednocześnie prowadzenie w FedEx Cup jeżeli wytrzyma kilka ostatnich dołków w turnieju Arnolda to możemy mówić o pewnej sensacji.

Open de Andalucia de Golf wyniki

i na deser próbka umiejętności Louisa.

Komentuj


Powrót na górę strony