Podsumowanie tygodnia

Napisane 01.03.2010 przez Tomasz Zembrowski

Waste Management Phoenix Open – PGA Tour

W ostatni weekend 150 zawodowców walczyło w Arizonie, na młodym (1986) acz słynnym polu TPC Scottsdale (par 71, 7215 jardów) w turnieju Waste Management Phoenix Open. Chociaż nazwa, którą turniej zawdzięcza sponsorowi nie jest zachęcająca impreza była bardzo ciekawa. Już sam dołek nr 16 otoczony z każdej strony trybunami pełnymi ludzi jest wyjątkowy. Tylko tutaj golfiści mogą się poczuć przez moment jak bohaterzy meczu piłkarskiego, footballowego czy hokejowego. Co bardziej konserwatywni patrzą na to pewnie krzywo ale większość zawodowców uwielbia grać na tym dołku. Tam zarówno kibice jak i zawodnicy postępują zgodnie ze refrenem jednego ze szlagierów Queen: “Show must go on!”

Wprawdzie Tigera jak nie było tak nie ma (właśnie na dołku nr 16 dostał on najdłuższe owacje zarejestrowane w tv w historii, po zrobieniu hole in one) , jego następca Stricker zrobił sobie przerwe, a następca Mickelson mimo iż przerwy sobie nie zrobił w turnieju pokazał niewiele. Na szczęście poza pierwszą trójką rankingu światowego jest jeszcze kilku innych.

Na początku turnieju błyszczała czołówka Accenture Macht Play Championship sprzed tygodnia: w czwartek Camilo Villegas zagrał najlepszą rundę turnieju 62 (-9), Ian Poulter w czwartek nie był w formie ale za to w piątek poszalał i dojechał do domku klubowego z wynikiem (-8) 63. To imponujące wyniki biorąc pod uwagę, że wśród tych, którzy po drugiej rundzie mogli co najwyżej pojechać na lotnisko byli Jeev Mikha Singh, Boo Weekly, Davis Love III, Lucas Glover, Rory Sabbatini, Trevor Immelman (chyba za dużo czasu spędza na Facebooku)  i Martin Kaymer.

Było też kilku takich, którzy grali całkiem nieźle:

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu zachwycaliśmy się niejakim Fowlerem? Nieskromnie powiemy…mieliśmy rację. Już od pierwszej rundy 21latek z Kalifornii był w czołówce.

Dobrze grali także Australijczycy, Mathew Goggin, który najwyraźniej cuty przechodzi tylko w turniejach o dziwnych nazwach (przez Waste Management Pheonix Open przeszedł cut tylko raz na Farmers Insurance Open) i Robert Allenby, którego solidna forma zadziwia nas już od niemalże 5 sezonów.

Świetnie grał również płaczliwy Brandt Snedeker, który po trzech świetnych rundach i wyniku (-14) prowadził jednym uderzeniem nad Scottem Piercy (-13) i dwoma uderzeniami nad Mattem Every i Rickym Fowlerem (-12).

Niestety dobrej formy Snedekerowi starczyło tylko na 54 dołki i w niedziele facet miał sporo powodu do płaczu. Nie przypominam sobie zbyt wielu turniejów gdzie lider po trzech dniach nie wygrywa, nie zajmuje miejsca w top10, ani w top20 ani w top30…ale spada o 42 miejsca w dół by zakończyć zmagania w środku tabeli na pozycji T43. Dodamy tylko, że Brandt finiszował w wyjątkowo podłym stylu: dołek nr16 bogey, 17 – double bogey, 18 – double bogey.  Amerykanin zarobił w Pheonix Open 18.000$ więc jego ostatnie trzy dołki kosztowały go 200.000 $ a ostatnia runda 78  i spadek z pierwszego na 43 miejsce ponad 1 mln $. To musiało zaboleć.

Wicelider Scott Piercy też najwyraźniej stwierdził, że pieniędzy nie potrzebuje i zaszalał z 3 bogeyami i double bogeyem. Wprawdzie ratował się jednym birdie i jednym eaglem ale to wystarczyło zaledwie na miejsce T8 i wynik (-11). Scott nie ma się jednak czego wstydzić bo taki sam wynik uzyskali: Bryce Molder, Robert Allenby, Joe Ogilvie, Camilio Villegas i Matt Every. Z wynikiem (-12) i miejscem 7 turniej zakończył Vaughn Taylor, który jako jeden z nielicznych nie popełnił w niedzielę ani jednego błędu.
Na miejscu T4 wylądowało trzech muszkieterów: Mathew Goggin, Chris Couch i Charles Howell III. Po trzech rundach  panowie mieli taki sam wynik (-10), rundę finałową rozegrali  tak samo (-3) więc i wynik końcowy mieli identyczny (-13). Dobrze, że się nie umówili, że wygrają i będą ciągnąć dogrywkę w nieskończoność.

Na trzecim miejscu z wynikiem (-14) wylądował po wspaniałym finiszu, pogromca wielkiego nieobecnego i zwycięzca PGA Championship, Y.E. Yang. Koreańczyk po trzech dniach był dopiero w trzeciej dziesiątce ale jego niedzielne (-6) z eaglem na par4 było największym awansem w górnej części tabeli.

Był bardzo blisko ale się nie udało. Rickie Fowler, wygląda jak surfer, swing ma nie do końca klasyczny, ale wyrasta nam na prawdziwego golfistę wielkiego formatu. Amerykanin był od początku do końca w czołówce. W niedziele grał nieco zachowawczo, dzięki czemu nie popełniał błędów ale jednocześnie nie robił zbyt dużo birdie. Jego wynik (-15), drugie miejsce i czek na 650.000 $ bardzo nas cieszy. Gratulujemy.

A zwycięzcą został…Hunter Mahan. Jak na prawdziwego łowcę przystało Mahan w niedzielę, uzyskał najlepszy (wspólnie z Yangiem) wynik dnia, co pozwoliło mu na awans z 6 miejsca i zwycięstwo jednym uderzeniem z wynikiem (-16). Było trochę niepewności, ponieważ kiedy Hunter zakończył grę Fowler miał jedno uderzenie straty i dwa dołki do rozegrania. Młodszy kolega nie potrafił tego wykorzystać dzięki czemu 26-letni Mahan zdobył swój drugi po 2007 Travelers Championship tytuł w PGA Tour. Gratulujemy

Waste Management Phoenix Open wyniki

A w kategorii Kozak Tygodnia zwycięzcą zostaje…Camilo Villegas za rundę (-9).

Biorąc pod uwagę, że Kolumbijczyk zaczynał od 10 dołka to był (-6) już po 8, co jest sporym obciążeniem dla zawodnika. Kozak Tygodnia, nic dodać nic ująć.

Komentuj


Powrót na górę strony