Furyk nie gra w turnieju The Barclays bo…

Napisane 27.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

No właśnie. Dlaczego numer 3 tegorocznej edycji PGA Tour nie gra? Ano dlatego, że jego telefon w środę rano nie dał rady i okazał się niewystarczająco głośny. Turnieje PGA Tour skonstruowane są zazwyczaj w taki sposób, że przed każdym turniejem trwającym od czwartku do niedzieli jest środowy pro-am, w którym grą z najlepszymi delektują się amatorzy, sponsorzy i inni znamienici goście. W jednych gra jest obowiązkowa, w innych nie. Na nieszczęście dla Jima, w The Barclays, pierwszym turnieju Playoff-ów, pro-am obowiązkowy jest jak najbardziej.

Zasada jest zatem prosta: nie grasz w pro-amie, nie grasz w turnieju. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest zasada wprowadzona w 2004 roku, mówiąca iż w przypadku operacji lub w “wyjątkowej sytuacji rodzinnej” zawodnik może sobie odpuścić środowe zmagania.  W normalnych warunkach może Furykowi by się udało ale ponieważ wszyscy startowali o 7:30 rano (system shotgun) szanse były zerowe.

“Zasady to zasady. Bez względu na to, jaki nie byłby to turniej byłbym tak samo zły. Mam talent do pakowania siebie w idiotyczne i trudne sytuacje.”

Slugger White, wice prezydent działu reguł i etykiety w PGA Tour (nie mieliśmy pojęcia, że tam są takie działy) powiedział, że oficjele szukali Furyka już pół godziny przed startem. Caddy Jima, Mike “Fluff” Cowan również starał się do niego dodzwonić ale bez rezultatu.
“Zawsze kiedy dzieją się takie historie,  myślisz o najgorszym, o wypadku na drodze albo czymś takim. Dobrze, że to nic poważnego. To przykre bo znam Jima i wiem, że podchodzi do spraw bardzo profesjonalnie i z pewnością obwinia teraz siebie. Jest jednym z ulubieńców fanów i wszyscy go uwielbiają. To na prawdę świetny facet ale mam związane ręce. ”

Jim wprawdzie nastawił sobie budzik w telefonie, ale… zapomniał go naładować. Wstał o 7:23, wrzucił na siebie spodnie i t-shirt ale o pasku czy skarpetkach nie było nawet mowy. Z hotelu wybiegał w rozwiązanych butach (dobrze, że nie zleciał ze schodów). Do swojej szafki na polu dotarł o 7:35 czyli pięć minut po swoim starcie.

“W hotelu był prąd, ale mój telefon i tak jakimś cudem padł. “

Jim miał grać w czwartek z najwyżej rozstawionymi Ernim “Big Easy” Elsem i Stevem Strickerem. Taka strata

Na całe szczęście dla Jima, jego świetne, tegoroczne wyniki spowodowały, że nawet w przypadku “deski” i tak będzie grał dalej, czyli w Deutsche Bank Championshi

Nie można komentować tego wpisu.


Powrót na górę strony