Podsumowanie tygodnia

Napisane 20.07.2009 przez Tomasz Zembrowski

Ten tydzień był zdominowany przez jeden turniej, ale nawet gdyby odbywało się jednocześnie trzydzieści innych, i tak nikt by zwrócił na nie uwagi.

THE OPEN albo jak kto woli British Open było w tym roku niesamowite. Jeżeli ktoś nie oglądał to lepiej niech zacznie się modlić o retransmisję. Nie jesteśmy zwolennikami ochów i achów ale tegoroczne THE OPEN z pewnością można nazwać wyjątkowym.

Po pierwsze najlepsi zawiedli: Tiger Woods grał w zawodowej karierze w THE OPEN po raz dwunasty i po raz pierwszy nie przeszedł cut-a. W jedenastu startach pod rząd nie skończył gorzej niż na 28 miejscu, a i to było wypadkiem przy pracy bo na 11 startów Tiger ma na koncie 3 zwycięstwa 8 top10 i 10 top25…to znaczy miał bo od piątku statystyki nie są już takie niesamowite. Tiger w Turnberry nie czarował, był spięty i nerwowy, grał poprawnie ale nie trafiał putów. W sobotę po 2 bogeyach i 2 doublach był już +7 i miał 3 uderzenia straty do linii cut. Pokazał wprawdzie pazur bo zrobił birdie na dołkach 16 i 17 ale na 18 pazur nie pomógł i Tiger pojechał do domu


Phila Mickelsona nie było z powodów rodzinnych więc na nim rzecz jasna psów wieszać nie będziemy.

Mike Weir zaczął w czwartek wybornie (-3) ale drugiego dnia grał jakby nagle odkrył, że jest prawo-ręczny. Jeżeli się robi na 6 dołkach +7 to w THE OPEN nie ma dla Ciebie miejsca.

David Duval obiecywał, że T2 w U.S. Open to znak jego powrotu. Niestety jeżeli ma wrócić to na pewno nie w ten weekend. Pierwszy dzień (71) zapowiadało wprawdzie dobrą formę ale drugiego dnia wpadły aż 3 double. Było wprawdzie kilka birdie ale jednak za mało(76)

Ian Poulter jak zwykle przyciągał uwagę…nie grą a strojem. Tym razem zaprezentował piękny sweterek z brytyjską flagą. Szkoda, że rodacy nie mieli z czego być dumni. Gdyby nie birdie na 17 dołku Ian dumnie zagrałby osiemdziesiątkę.

Lucas Glover po wygranej na Black Course jest na fali. Owszem ale fale w Turnberry są większe więc Lucas się utopił. Nie był nawet blisko (72,77)

Biorąc pod uwagę powyższe wyniki można by odnieść wrażenie, że gra na linksie była ciężka. Owszem była, ale jeżeli trzymasz się fairwaya i nie atakujesz chciwie flagi to nawet links Ci nie straszny.
Miguel Angel Jimenez pierwszego dnia zaskoczył wszystkich doskonałymi 64 uderzeniami aczkolwiek 65 Toma Watsona było zaskoczeniem jeszcze większym. Bo o ile ten pierwszy ma lat 45 o tyle drugi ma 59.

Rozprawianie o tym kto prowadził w kolejnych rundach nie ma sensu bo i tak ważniejsze jest to co zrobił Tom Watson. Oczywiście należy pamiętać, że Watson, który nie jest ani pierwszej ani nawet drugiej młodości w Turnberry przez przypadek się nie znalazł. To pięciokrotny triumfator THE OPEN i tylko Harry Vardon ma na koncie więcej zwycięstw w tym turnieju.

Tak więc Watson przyjechał do Szkocji po to, żeby turniej wygrać ponownie. Nie ma w tym nic dziwnego, bo przecież każdy ze 170 zawodników ma taki sam cel, ale powiedzmy sobie szczerze, że gdyby ktoś postawił przed czwartkiem właśnie na niego, zarobiłby małą fortunę. Wcześniej mógłby zarobić nawet coś innego bo brzmiałoby to jak bełkot chorego na głowę.

O ile jego drugie miejsce pierwszego dnia było komentowane jako przyjemny wypadek, a jego liderowanie po dwóch dniach jako bardzo przyjemne zaskoczenie, o tyle jego prowadzenie po 3 dniach wykręcało wszystkim usta i oczy ze zdziwienia. Jak facet, który w szalonych latach 70-tych był na szczycie  może znowu to robić. Niestety nie doczekaliśmy się odpowiedzi bo ostatecznie Watson nie wygrał. A był baaaaardzo blisko.

W niedzielny poranek sytuacja była następująca. Watson (-4), Mathew Goggin i Ross Fisher (-3), Lee Westwood i Retief Goosen (-2), Steward Cink i Jum Furyk (-1). Różnice minimalne, trudne pole, silny wiatr, stres turnieju wielkoszlemowego – idealny przepis na sportową ucztę.

I tak zaczęła się karuzela pięknych strzałów, chip-inów i eagli a jednocześnie walki z wysoką trawą, bunkrami i twardymi greenami. I tak po kolei na pierwszym miejscu byli Watson, Goggin, Fisher, Watson, Westwood, i znowu Watson. W tym samym czasie trzymający się blisko najlepszych Steward Cink, parł do przodu trafiając na przemian na birdie i nie trafiając na pary. Na ostatnim dołku kiedy ustawiał się do 5 metrowego puta na birdie nie zdawał sobie sprawy, że to najważniejszy put w jego życiu. Birdie, które trafił dało mu ostatecznie wynik -2 ale w tym czasie aż trzech zawodników miało wynik (-3). Zarówno Goggin jak i Westwood zmarnowali swój wynik w niecały kwadrans później więc kiedy finałowa dwójka wchodziła na 18 green Watson był samotnym liderem. Wystarczyły 2 puty i historyczne zwycięstwo. 2 puty i pobicie rekordu najstarszego zwycięzcy w turnieju wielko-szlemowym o ponad dekadę. 2 puty i awans na 4 miejsce na liście największej ilości wygranych majgorów.

2 puty niestety zmieniły się w 3. Nawet taki wyjadacz jak Watson nie zawsze wygrywa z nerwami. I ku przerażeniu większości widzów w Turnberry i na świecie nerwy odebrały mu upragniony tytuł.

W takich właśnie okolicznościach doszło do między-pokoleniowej dogrywki. Dogrywki smutnej bo grający przez 4 dni jak natchniony, Watson w dogrywce grać przestał zupełnie robiąc tripla, bogeya i dwa pary. Cink mimo uwielbienia dla starszego kolegi okazji nie zmarnował, robiąc na 4-dołkowej dogrywce 2 birdie i 2 pary. 4 dołki i aż 6 uderzeń różnicy czyli jednostronna miazga. Cink mimo zwycięstwa stał się trochę czarnym charakterem odbierając puchar kochanemu przez wszystkich Tomowi. Ale w sporcie zawsze musi ktoś wygrać i przegrać.

Steward Cink zwycięzcą trzeciego tegorocznego Wielkiego Szlema. Steward Cink zwycięzcą THE OPEN Championship.

Na dodatkową wzmiankę zasłużył także najmłodszy w tego-rocznej odsłonie 16-letnie Matteo Manaserro, który zakończył zmagania na T13 z wynikiem (+2). Serdecznie gratulujemy

THE OPEN Championship wyniki

Komentuj


Powrót na górę strony