Mission Impossible czyli najdłuższe dołki świata

Napisane 15.09.2009 przez Tomasz Zembrowski

Zasada jest prosta. Im dłuższe dołki, tym trudniej. Każdy grający zgodzi się z nami, bo przecież dużo łatwiej trafić pod flagę drugim strzałem na par 4, jeżeli ma się do greenu rzut beretem a nie kolejne 170-200 metrów.

W Polsce doczekaliśmy się już kilku dłuuuugich pól ale w dalszym ciągu (na całe szczęście dla większości) nie gramy na tak długich polach jak w PGA Tour czy European Tour.

W amerykańskiej lidze zawsze przeciągano strunę do granic możliwości, bo pobijanie rekordów jest w amerykańskiej naturze.

Najdłuższym dołkiem na którym grano w PGA Tour (2003 Valero Texas Open) był dołek nr 1 na polu La Cantera Country Club o długości 608 metrów. Mówimy oczywiście o par 5, więc dla zawodowców jest to długość jak najbardziej do zaakceptowania.

Pójdźmy zatem krok dalej gdzie trudne staje się niemalże niewykonalne.

Przez długi czas najdłuższym dołkiem świata był dołek nr 7 na polu Satsuki Golf Club w Japonii od długości…882 metrów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że jest to par 7, to teoretycznie można na nim grać normalnie ale należy pamiętać, że nie grają na nim najlepsi zawodnicy świata lecz zwykli amatorzy. W czasie amatorskich zawodów na długich par 5 zdarzają się często wyniki powyżej 10 więc jak może się skończyć przygoda na prawie kilometrowym monstrum!?

A) Jak poszło?

B) Eeee grałem nieźle ale na siódemce  8 razy trafiłem do wody,zgubiłem 11 piłek i zrobiłem 59 uderzeń, więc trochę mi się popsuł wynik!!!!

Oczywiście to nie najwyższy poziom absurdu, bo jak zdążyliśmy wcześniej wspomnieć, to Amerykanie uwielbiają bić wszelkie rekordy…głupoty również.

Świadczy o tym dołek nr 6 na polu Chocolay Downs Golf Course, który mierzy…921 metrów. Dodamy, że pomysłowi “wizjonerzy” ustalili, że ten kolos będzie miał par 6 co z pewnością czyni ten dołek najtrudniejszym na ziemi. Zapomnijmy o pogodzie, zapomnijmy o kierunku wiatru, zapomnijmy o przeszkodach w postaci wody, bunkrów i roughu, a i tak mamy do czynienia z arcytrudną sytuacją, gdzie aby dojść na green w regulacji, golfista musi 4-krotnie uderzyć piłkę na 230 metrów. Wykonalne tylko w teorii i tylko dla odłamka grających.

Podobno panowie zamierzają pobić swój własny rekord. Ludzka głupota jednak nie zna granic.

Komentuj


Powrót na górę strony