W cyklu pola golfowe na świecie

Bodø Golf Park (koło podbiegunowe,Norwegia)

Napisane 24.11.2016 przez Tomasz Zembrowski

20160728_125644

Pierwsze co rzuca się w oczy w tym młodziutkim pięcioletnim polu (wcześniej klub działał w innej lokalizacji) to brak jakiegokolwiek ogrodzenia, okazałej bramy czy napisu. Ot tak, zjeżdżasz z głównej drogi i lądujesz na parkingu na końcu którego jest maleńki drewniany domek bardziej przypominający barak. W środku mini bar, mini proshop i mini sala telewizyjna gdzie na okrągło leci golf. Co ciekawe norweski program to nie tylko tłumaczenie amerykańskiego Golf Channel ale także  długie transmisje krajowych turniejów juniorskich, kobiecych czy po prostu amatorskich. Całość przypomina raczej jakiś pokój w schronisku niż klub golfowy. Ta prostota jest widoczna również na driving range, gdzie na małym asfaltowym placu stoi dwadzieścia sztucznych mat, przedzielonych małymi reklamami sponorów a na końcu straszny drewniana buda przypominająca mini wersje Wrzeszczącej Chaty z Harrego Pottera, w której lekcje prowadził nasz gospodarz Jurek. Dlaczego, nie można grać z trawy? Dlatego, że sponsor się znalazł na asfalt a nie na trawę. Jakie to proste. Poza standardowymi flagami do celowania, można sobie walnąć z hukiem w blaszane beczki, zapewne zostawione przez innego darczyńcę. Na drugim końcu tego minimalistycznego, choć urokliwego drivingu jest 300 metrowa zielona góra, która ciągnie się przez kilka kilometrów. I stwierdzam, że ten widok rekompensuje pewne niedociągnięcia.

Apropos widoków, kiedy wchodzisz na pierwszy dołek, króciutki 100 metrowy par 3 jesteś trochę rozczarowany, nie dość, że musisz przejść przez główną, choć nie tak bardzo uczęszczaną, jezdnie to jeszcze projekt w zasadzie jest mniej skomplikowany niż dołki w Remesie a człowiek nie po to leciał prawie dwa tysiące kilometrów na dziką północ. Ale to co dzieje się później oddaje emocje z nawiązką. Już drugi dołek zachęca ale kolejne dwa wprowadzają nas w miłe uniesienie. W zależności od pogody możemy na nich uraczyć swe oczy, ciepło wyglądającym (o ironio) morzem norweskim, mnóstwem mniejszych i większych wysp, a jeśli trafi się solidna widoczność to dojrzymy na horyzoncie oddalony o 89 kilometrów archipelag Lofotów. Do tego wydłużające (lub skracające) się plaże w zależności od pory dnia (odpływ ma tu aż 3-4 metry) i słońce które jest wiecznie wysoko.

 

Pierwsza dziewiątka jest generalnie w większości linksowa, a fairwaye gdzieniegdzie są naprawdę mocno pofałdowane. Istne szaleństwo bije po oczach na dołku nr 4, który na zmianę wznosi się i spada, ale dzięki pomysłowemu punktowi obserwacyjnemu za tee, możemy się poczuć jak norweski David Hasselhoff na dyżurze. Czwórka serwuje nam dodatkowo okazałą górkę na środku fairwaya otoczoną niebieskimi palikami. Pierwszy raz widziałem grób wikingów, który jest terenem w naprawie ale lokalny szacunek dla zmarłych cieszy!!!! Kolejną ciekawostką są bunkry, w których piasek w słońcu urzekająco się mieni i błyszczy niczym bohaterzy „Zmierzchu”. Klub zamiast korzystać z dobrodziejstw pobliskich plaż, ściąga odpady po cięciu marmuru od działającego 50 km dalej producenta. O ile jednak walor estetyczny jest ponadprzeciętny, o tyle wrażenia z gry, szczególnie po deszczu jest raczej rozczarowujący (pomijam oczywiście kwestie umiejętności wychodzenia z jakichkolwiek bunkrów w jakiejkolwiek pogodzie).

20160728_103927

Pierwsza dziewiątka kończy się dwoma krótkimi par trzy, które jednak do najprostszych nie należą. Greeny pozornie płaskie i dość wolne, wcale takie płaskie nie są o czym przekonywaliśmy się wielokrotnie. Trafiasz na Green i myślisz sobie: „birdie w zasięgu”…i kończysz z bogeyem. Chcecie zrobić sobie przerwę? Nie ma problemu, recepcjonista lub trener uraczą Was kawą oraz goframi z dżemem i serem!!!. Nie wiem czy gofrownica została odkryta tutaj dopiero w ostatnich latach ale nawet w hotelu w ofercie mieliśmy: w cenie śniadanie, obiadokolacja i nielimitowana kawa z goframi. Po wyrównaniu poziomu cukru można bez obaw ruszyć w drogę na następną dziewiątkę.

20160728_112029

Dziesiąty dołek jest trochę zaskakujący, po lewej i po prawej gęsty las składający się przede wszystkim z brzozy norweskiej i świerków oraz kilkupoziomowy fairway pnący się ostro pod górę a za wyniesionym Greenem i majaczącą flagą wyrasta 300 metrowa zielona ściana skalna. I człowiek się tam wdrapuje dwoma uderzeniami staje na zielonym, odwraca się i na chwilę zapomina o tym, po co tu wszedł. Widok z dziesiątego greenu jest po prostu majestatyczny. Ten zastrzyk pozytywnej energii pozwoli nam przejść przez tą leśną dziewiątkę, która w niczym nie przypomina poprzednich dołków. Jest sporo wzniesień, aż cztery greeny są wyżej niż otoczenie co czyni jest znacznie trudniejszymi. Dopiero jak się człowiek zmęczy to dołki 15 i 16 wychodzą naprzeciw oczekiwaniom, będąc jednym długim zejściem w dół a ostatnie dwa dołki do płaskich wprawdzie nie należą i tak są najrówniejsze na tej połówce.  Mimo tego na ostatniej prostej golfista musi grać prosto bo fairwaye robią się węższe a górski strumyk zmieniający się miejscami w małe jeziorka może popsuć życiówkę. Mimo iż większość dołków jest krótka to jednak osiemnastka jest naprawdę wymagającym par 4 z wodą chroniącą Green z przodu i z prawej. Dobry, mocny finisz

20160728_134852

Pole jest nadal w fazie rozwoju i rozpoczęto już prace ziemne mające na celu zmienienie par tego stowarzyszeniowego pola z 650 członkami z 69 na 72. Przebudowa pewnie potrwa jeszcze długo biorąc pod uwagę, że sezon trwa tu tylko sześć miesięcy, poza tym, wszystko toczy się tutaj bez pośpiechu… nawet samo tempo gry. Za każdym razem kiedy chciałem przepuścić szybciej grających Norwegów patrzyli na moją grupkę z mieszanką rozbawienia, podejrzliwości i znaku zapytania. Wytłumaczenia są dwa: fakt, że latem możesz grać od 3 w nocy do północy faktycznie powoduje że przestajesz się śpieszyć, albo tempo twojej gry na polu jest wprost proporcjonalne do twojego tempa jazdy autem po szosie. Pewnie w języku norweskim nie ma w słowniku terminu „pościg” . Reasumując ludzie zarówno dobrze grający (w klubie jest sporo jednocyfrówek) jak i Ci bardziej zieloni byli bardzo mili i wyluzowani tworząc dla moich podopiecznych przyjazne i bezpieczne miejsce do nauki i gry.

Jeden komentarz do “Bodø Golf Park (koło podbiegunowe,Norwegia)”

  1. pasyn Napisał:

    Urokliwa ta Norwegia. Muszę się wreszcie sam tam wybrać. wp

Komentuj


Powrót na górę strony