Belly Putter – Historia prawdziwa

Napisane 23.06.2012 przez Tomasz Zembrowski

Plotki, ploteczki, plotunie. Po zwycięstwie Webba Simpsona (Alleluja) w US Open temat belly putterów wrócił z podwójną siłą. Zaczęły się dyskusje na temat decyzji R&A w sprawie tych „ulepszonych” kijów. Podobno (z naciskiem na chyba gdzieś ktoś mówił, przynajmniej tak mi się wydaje) lada moment miała być ostateczna decyzja. Wszystko się zgadza tyle, że Randa i USGA milczą jak zaklęte i po wzmożonej ciekawości dziennikarzy i golfistów organizacje wydały lakoniczne oświadczenie „Decyzja zostanie podjęta do końca roku”. Kropka. Posiadacze Belly Putterów mogą spać spokojnie, przynajmniej przez kolejne 6 miesięcy.

Ale po kolei. O czym my w ogóle mówimy.

Większość męskich putterów ma shafty długości od 80 do 90 cm (upraszczając), damskie i juniorskie są nieco krótsze. Są jednak puttery dłuższe (zarówno w shafcie jak i w gripie), które z zasady mają zrezdukować „wolność golfisty” Ta wolność może pojawić się w rękach, nadgarstkach, łokciach, ramionach, talii i kolanach. A skoro jest aż tyle punktów zapalnych, to każdy z nich jest narażony na niekontrolowane mini-ruchy zwane „yips”, które skutecznie mogą zrujnować wynik na scorecard i na polu. Bernhard Langer to znana marka i jego umiejętności nikomu tłumaczyć nie trzeba, ale nawet on kiedyś potrzebował aż czterech uderzeń z odległości trzech stóp (owszem dobrze przeczytaliście – CZTERECH z METRA).

„Belly Putter” jest dłuższy i ma zazwyczaj od 15 do nawet 20 cm więcej i jest zaprojektowany tak by „przymocować” go do brzucha grającego, zmniejszając tym samym znaczenie dłoni, nadgarstków, łokci i ramion. Są jeszcze dłuższe wersje które „klinują się na klatce piersiowej albo nawet na podbródku, redukując znaczenie „niechcianych” części. Żeby nie było tak słodko i cukierkowo są też minusy. Powszechnie uważa się, że długie puttery zmniejszają kontrolę i poczucie odległości.

Zawodnicy tacy jak Jim Furyk, Adam Scott, Bernhard Langer, Fred Couples, Davis Love III czy Vijay Singh używali długich putterów w różnych momentach swojej kariery i całkiem niezłym skutkiem (odznaczona poprawa puttowania) ale inni z Tigerem na czele, co jakiś czas marudzą, że to nielegalna i nieuczciwa forma ułatwienia.

Skąd w ogóle taki rodzaj puttera? Historia sięga roku 1965, kiedy to panowie Richard T. Parmley i Phil Rogers pokazali światu coś, co nazywało się „body pivot putter” i wykorzystali w lidze pod koniec lat 60tych. Mimo koncepcji długie puttery były w zasadzie całkowite pomijane do 1999 roku kiedy pomysł powtórzył lub jak kto woli odkrył na nowo Paul Azinger.

Azinger, po wygranej walce z rakiem, powrócił do gry z niepowtarzalną średnią w puttowaniu (143 w 97,  30 w 98 i 111 w 99 roku). Poszedł po pomoc do guru od puttowania Deva Pelza (wkońcu facet stworzył biblię…od puttowania rzecz jasna), który uświadomił mu, że dobrze puttujący zawodnicy utrzymują koniec shaftu celujący w pępek. Koncepcja była dla niego nowatorska i ciekawa.Niedługo potem, Paul szukając puttera w pro shopie, znalazł jednego z „długich putterów, który był skrócony dla drobnego golfisty. Azinger „zacumował” końcówkę puttera w okolicach swojego pępka i zaczął puttować na dywanie. Zmienił w nim grip i zabrał na turnieje ligowe. Efekt był taki, że w sezonie 2000 Amerykanin miał czwartą w lidze średnią w ilości puttów (w lutym był najlepszy).

W 2003 zawodnicy używający „Belly Putterów” wygrywali 8 razy – 4 razy Vijay, 2 razy Couples. I wówczas sprawa rozkręciła się już na dobrze, a niesmak pojawiał się od czasu do czasu  i do dzisiaj pozostał. Czy przedłużane puttery są ułatwieniem czy nie? Czy używanie ich powinno być zabronione? Te pytania pozostawiamy bez odpowiedzi, chociaż gdyby nas ktoś pytał o zdanie to Tiger marudzi więcej od czasu jak słabo puttuje…może niech spróbuje z dłuższym shaftem…

 

 

 

Komentuj


Powrót na górę strony