Podróbki, imitacje i super technologie

Napisane 18.06.2011 przez Tomasz Zembrowski

Amerykański Urząd ochrony konsumenta poszperał, posprawdzał i wychodzi na to, że handel podrabianym sprzętem golfowym w internecie, delikatnie rzecz ujmując, kwitnie. W 2010 roku podróbek sprzedało się o 33% więcej niż w roku 2009, a w 2009 o 37% więcej niż w 2008. Nie jesteśmy niestety szczególnie zaskoczeni. O podobnej tematyce pisaliśmy w marcu zeszłego roku.

Urzędnicy alarmują, ponieważ wzrostowy trend jest groźny nie tylko dla koncernów produkujących sprzęt ale także dla pracowników amerykańskich, którzy są zwalniani z powodu mniejszej sprzedaży. Zdecydowanie bardziej zadowoleni są pracownicy chińskich i innych azjatyckich fabryk, które produkują golfowe Mike, Abibbasa i inne cudeńka.

Dlaczego ludzie kupują taki sprzęt? Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze, a konkretnie w tym przypadku o spore obniżki i super ceny. W samym maju w internecie amerykańscy urzędnicy znaleźli 265 transakcji na sprzęt za 192.000 $, który oryginalnie „powinien” kosztować prawie 600 000 $. Mimo sporych oszczędności klienci powinni zdawać sobie sprawę z tego, że nowy super driver z Azji może niepokoić dźwiękiem bitego szkła w kontakcie z piłką, spodnie mogą wyblaknąć, po jednym słonecznym weekendzie a nowiutka parasolka może nie wytrzymać pierwszego, lepszego podmuchu wiatru.

Golfiści mają zatem do wyboru oryginalne kije golfowe, podróbki udające oryginały oraz…oficjalne imitacje, które sprzedaje się pod inną nazwą. I tak mamy na przykład zamiast Callaway Diablo – Big Devil, zamiast Taylor Made R9 – X9 Extreme, zamiast Taylor Made Superquad – T7 Square Supe, zamiast Nike Dymo – V-Series Dino. Więcej takich skarbów znajdziecie tutaj. O ile w przypadku podróbek możemy zrozumieć chęć zakupu wśród klientów, o tyle kupujących wersje alternatywne nie rozumiemy już ani trochę. Kto to kupuje??

Poza podróbkami i imitacjami trzeba również uważać na super nowoczesne technologie proponowane zazwyczaj przez całkowicie nieznane firmy. Łezka nam się w oku kręci, kiedy przypominamy sobie drivera z trzema tunelami aerodynamicznymi ( czytajcie dziurami na wylot od lica kija do końca główki), które gwarantują odległość o 20% większą. Niestety po modelu wszelki ślad zaginął. Sytuację ratuje driver Williams Golf FW32 , który wprawdzie tak spektakularnych tuneli nie ma, ale jego mini tuneliki też są niezłe.

Komentuj


Powrót na górę strony