Golf – sport dla spokojnych?

Napisane 31.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Według twórców kampanii nowych driverów King Cobra, niekoniecznie. Rzecz jasna wszystko się zmieni, jeżeli kupicie reklamowanego drivera. Ah…gdyby to było takie proste. Niemniej jednak reklama przednia. Zapraszamy

Szkoda ci kasy na lekcje?

Napisane 28.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Jest alternatywa! Żartowaliśmy. Ponieważ nasz naczelny jest trenerem, poniższe rozwiązanie odradzamy stanowczo, niemniej jednak sama idea wydała się nam interesująca. Firma Casio zaprezentowała ostatnio swoje nowe cacko z 10-megapikselową, stabilizowaną matrycą CMOS BSI i 5-krotnym zoomem optycznym (innych parametrów nie podajemy, bo nie wiemy nawet, co oznaczają). Co nas to interesuje? Otóż Model Exilim EX-FC160S jest kolejnym po EX-FS10S kompaktem, który dedykowany jest…golfistom.

W jego pamięci wewnętrznej można znaleźć filmiki instruktażowe, zarejestrowane z szybkością 240 klatek na sekundę. Podczas odtwarzania tychże filmików na ekranie aparatu z szybkością 30 klatek/s (co daje efekt zwolnionego tempa) na ekran nanoszone są specjalne linie, które pomagają ogarnąć płaszczyznę backswingu, downswingu, oraz kilka innych prostych wyznaczanych przez nasze ciało, jak rotacja biodrami, przenoszenie ciężaru, przesunięcia centrum zamachu. We wszystkim pomaga nam Chie Arimura jedna z najlepszych zawodowych golfistek z kraju kwitnącej wiśni.

Większość polskich stron fotograficznych sugeruje, że to świetne rozwiązanie dla początkujących golfistów. Nic bardziej mylnego. Jeżeli już ktoś miałby z tego aparatu korzystać to albo świadomi swojego ciała (nie chodzi tutaj o urodę i wdzięk) i panujący nad nim, zaawansowani golfiści oraz trenerzy, którzy na co dzień pracują na podobnym oprogramowaniu, tyle że na laptopach i komputerach. Jeżeli natomiast jakaś „świeżynka” miała by ochotę nabyć ten aparacik w celach edukacyjnych apelujemy: Nie idźcie tą drogą!!

Furyk nie gra w turnieju The Barclays bo…

Napisane 27.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

No właśnie. Dlaczego numer 3 tegorocznej edycji PGA Tour nie gra? Ano dlatego, że jego telefon w środę rano nie dał rady i okazał się niewystarczająco głośny. Turnieje PGA Tour skonstruowane są zazwyczaj w taki sposób, że przed każdym turniejem trwającym od czwartku do niedzieli jest środowy pro-am, w którym grą z najlepszymi delektują się amatorzy, sponsorzy i inni znamienici goście. W jednych gra jest obowiązkowa, w innych nie. Na nieszczęście dla Jima, w The Barclays, pierwszym turnieju Playoff-ów, pro-am obowiązkowy jest jak najbardziej.

Zasada jest zatem prosta: nie grasz w pro-amie, nie grasz w turnieju. Jedynym odstępstwem od tej reguły jest zasada wprowadzona w 2004 roku, mówiąca iż w przypadku operacji lub w „wyjątkowej sytuacji rodzinnej” zawodnik może sobie odpuścić środowe zmagania.  W normalnych warunkach może Furykowi by się udało ale ponieważ wszyscy startowali o 7:30 rano (system shotgun) szanse były zerowe.

„Zasady to zasady. Bez względu na to, jaki nie byłby to turniej byłbym tak samo zły. Mam talent do pakowania siebie w idiotyczne i trudne sytuacje.”

Slugger White, wice prezydent działu reguł i etykiety w PGA Tour (nie mieliśmy pojęcia, że tam są takie działy) powiedział, że oficjele szukali Furyka już pół godziny przed startem. Caddy Jima, Mike „Fluff” Cowan również starał się do niego dodzwonić ale bez rezultatu.
„Zawsze kiedy dzieją się takie historie,  myślisz o najgorszym, o wypadku na drodze albo czymś takim. Dobrze, że to nic poważnego. To przykre bo znam Jima i wiem, że podchodzi do spraw bardzo profesjonalnie i z pewnością obwinia teraz siebie. Jest jednym z ulubieńców fanów i wszyscy go uwielbiają. To na prawdę świetny facet ale mam związane ręce. ”

Jim wprawdzie nastawił sobie budzik w telefonie, ale… zapomniał go naładować. Wstał o 7:23, wrzucił na siebie spodnie i t-shirt ale o pasku czy skarpetkach nie było nawet mowy. Z hotelu wybiegał w rozwiązanych butach (dobrze, że nie zleciał ze schodów). Do swojej szafki na polu dotarł o 7:35 czyli pięć minut po swoim starcie.

„W hotelu był prąd, ale mój telefon i tak jakimś cudem padł. „

Jim miał grać w czwartek z najwyżej rozstawionymi Ernim „Big Easy” Elsem i Stevem Strickerem. Taka strata

Na całe szczęście dla Jima, jego świetne, tegoroczne wyniki spowodowały, że nawet w przypadku „deski” i tak będzie grał dalej, czyli w Deutsche Bank Championshi

Tiger już po rozwodzie

Napisane 24.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Półroczny okres próbny, w czasie którego Tiger miał naprostować sprawy (uwielbiane przez Amerykanów publiczne kajanie się, przeprosiny przypominające pogrzeb scjentologiczny i 45-dniowa kuracja odwykowa)  i walczyć o rodzinę dobiegł końca. Niestety bądź stety (jeszcze nie postanowiliśmy) z mizernym efektem. Dwa dni temu (23 sierpnia), za sprawą orzeczenia sądu w Panama City na Florydzie 6-letnie małżeństwo Tigera Woodsa i Elin Nordegren przeszło do historii. Z racji wielkiego zainteresowania mediów ex-małżonkowie, zaraz po opuszczeniu gmachu sądu wydali oświadczenie:

Bardzo nam przykro, że nasze małżeństwo się skończyło. Życzymy sobie wzajemnie wszystkiego najlepszego”

My też oczywiście życzymy im wszystkiego najlepszego i również nam przykro. Oczywiście Woods nie byłby sobą gdyby w dalszej części nie zaapelował o poszanowanie prywatności i spokój w nadchodzących tygodniach. Co ciekawe, opiekę nad dwójką dzieci – trzyletnią Sam Alexis i rocznym Charlie Axelem rodzice będą sprawować wspólnie. Pozostałych warunków nie ujawniono, czym nie jesteśmy specjalnie zdziwieni.

Wcześniej spekulowano czy Elin pozwoli mężowi wrócić, potem czy wybaczy a teraz tematem numer jeden jest, ile zabierze byłemu mężowi. Bez względu na to kto ma w tych spekulacjach racje, kwota będzie pewnie astronomiczna. Mówi się, że Szwedka otrzyma od 100 do nawet 600 mln $. Na biednego jednak nie trafiło, bo według ostatniego rankingu „Sports Illustrated” Woods w tym roku zarobi jedynie 10% mniej niż w 2009 czyli około 90 mln $.

Nas bardziej interesują jednak inne spekulacje. Czy Tiger jako wolny człowiek (wiadomo wszak, że małżeństwo jest ostatnią legalną formą niewolnictwa – taki mały żarcik) wróci na golfowy szczyt i pobije rekord Nicklausa, czy też dalej będzie grał tak jakby mu ktoś podmienił kije na leworęczne.  Chociaż znudził się nam już serial „PGA Tour” z jednym głównym bohaterem, to jednak chcielibyśmy, żeby nowy „numero uno” wydarł prym Woodsowi, a nie zajął zwolnione wcześniej miejsce.

Pewnie w tym roku szału już Woods nie zrobi, chociaż przed nami FedEx Cup Playoffs, i wszystko się może wydarzyć.

Golf jest sexy – odsłona 57 nr Sophie Horn

Napisane 23.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Sophie, jak sama twierdzi, dorastała na polach golfowych. Jako juniorka odnosiła w Anglii spore sukcesy łącznie z trzykrotnym zdobyciem mistrzostwa kraju w tym do lat 21, w wieku 15lat!!! Biorąc pod uwagę konkurencje „na wyspach” taki wynik robi wrażenie. Mimo świetnie zapowiadającej się przyłości Horn stwierdziła, że golf nie będzie jej sposobem na życie i zajęła się innymi sprawami, w tym modelingiem. Jak na ironię to właśnie sesje zdjęciowe spowodowały że śliczna Angielka (to ci dopiero nietypowe połączenie) powróciła do kijów i piłek.

Mimo iż, jej obecny handicap oscyluje w granicach 5, Brytyjka od dwóch lat pomaga uczyć innych grać w golfa i ciągle wierzy, że kiedyś dotrze do LPGA Tour (może być ciężko, ale jak zawsze trzymamy kciuki). Poza tym jest wykwalifikowaną trenerką fitnessu trzeciego stopnia (u nas to się chyba nazywa trener mistrzowski??). Jak by tego było mało, współpracuje także z naszą ulubioną gazetą Golf Punk, w której tworzy poczytną rubrykę pod, rozpalającym męskie umysły, tytułem „Golf Nurse” co samo w sobie już nam wystarcza. A na tym nie koniec, ponieważ Sophie jest także współprowadzącą programu „Show me The Golf TV” stacji Sky Sports.

Jako modelka  Horn także radzi sobie nie najgorzej : w zeszłym roku wylądowała na okładce „Sport Magazine” w lipcu tego roku w „Sport Illustrated”. No ale czy kogoś to dziwi? Nas ani trochę.

Więcej informacji o Horn znajdziecie na jej oficjalnej stronie, oraz profilach Facebook i Twitter. Jesteśmy pewni, że jeszcze nie raz o niej usłyszymy, chociaż raczej nie podejrzewamy, żeby była następczynią Anniki czy Loreny.

Największe wpadki z zasadami w historii

Napisane 19.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Dustin Johnson z pewnością nie będzie wspominać najlepiej tegorocznej edycji PGA Championship. Nie dość, że zmarnował przewagę na ostatnim dołku robiąc bogeya, to jeszcze nie przeczytał reguł lokalnych i w bunkrze (na polu jest ich podobno 1200), który nie wyglądał ani trochę jak prawdziwy bunkier, dotknął kijem ziemi przy uderzeniu . Efekt był taki, że otrzymał 2 punkty karne więc do dogrywki o pieniądze, puchar i wieczną sławę zaproszono kogoś innego. Z Jeana Van de Velde grającego tripple bogeya na ostatnim dołku The Open można było się przynajmniej pośmiać a tutaj to zrobiło się na prawdę przykro.

Dustin, nie przejmuj się,  nie jesteś sam. Przed tobą byli inni, często wielcy golfiści, którzy za sprawą bezlitosnych zasad i kilku punktów karnych spadali z samego szczytu z wielkim hukiem.

Mark Roe

Angielski golfista, który grał nieźle w latach 80-tych i 90-tych (trzy zwycięstwa w European Tour) w 2003 roku przeżył drugą golfową młodość przed własną publicznością w turnieju wielkoszlemowym The Open. Markowi szło tak dobrze na polu Royal St. George, że po trzech dniach tracił zaledwie 2 uderzenia do lidera. Niestety Mark rozpoczynając rundę z Jesperem Parnevikiem zapomniał wymienić karty wyników, przez co obaj oddali je wypełnione odwrotnie, za co z kolei zostali zdyskwalifikowani. Po tej historii R&A zrezygnowało z „deski” za tego typu pomyłki ale Mark już nigdy więcej  nie wspiął się tak wysoko.

Paul Azinger

Paul błyszczał szczególnie jasno w latach 1987-1993 ale w czasie turnieju 1991 Doral Ryder-Open jego błysk był raczej marny. Sytuacja Amerykanina wyglądała na prawdę nieźle po bardzo dobrej, piątkowej rundzie zakończonej wynikiem 65, ale dzięki wyjątkowo uważnemu (upierdliwemu) widzowi oglądającemu transmisję z czwartkowej rundy, trzeciej „osiemnastki” Paulowi zagrać nie było już dane. Widz zadzwonił bowiem, do organizatorów turnieju, informując, że Azinger złamał reguły pierwszego dnia. Sędziowie po przeanalizowaniu materiału filmowego stwierdzili, że Paul, który wpadł na ostatnim dołku do hazardu kopnął fragment koralowca w drodze do piłki. Tym samym powinien otrzymać dwa punkty karne. Ponieważ Paul nie miał o tym pojęcia, podpisał kartę z wynikiem 69 a nie 71 (z punktami karnymi), oddając w ten sposób kartę z zaniżonym wynikiem, został zdyskwalifikowany.

Jackie Pung

Amerykańska zawodowa golfista, wygrywająca w latach 50-tych. Jej najlepszym występem w turniejach wielkiego szlema było drugie miejsce w 1952 U.S. Woman’s Open ale sławę przyniósł jej występ w tym samym turnieju kilka lat później ( rok 1957). Po ostrej, wyrównanej walce Jackie udało się ostatecznie pokonać lepszą i znacznie bardziej utytułowaną Betsy Rawls (55 tytułów w LPGA Tour, w tym 8 wielkoszlemowych) jednym uderzeniem. Mimo iż suma uderzeń się zgadzała okazało się, że podpisana przez Jackie karta zawierała zaniżony wynik na jednym dołku, za co zawodniczkę zdyskwalifikowano. Członkowie klubu Winged Food Golf Club, na którym rozgrywano turniej, do spółki  z oficjelami z USGA byli tak zażenowani całą sytuacją, że postanowili  ufundować pechowej golfistce dodatkową nagrodę. W błyskawicznym tempie zebrano i ofiarowano jej 3.000 $, co było dość sporym wyczynem, biorąc pod uwagę, że zwyciężczyni turnieju otrzymała zaledwie 1.800 $.

Roberto De Vicenzo

To z pewnością jeden z najbardziej nieprzyjemnych momentów w historii golfa. De Vicenzo podpisał niepoprawną kartę z zawyżonym wynikiem przez co stracił szansę na dogrywkę w turnieju Masters w 1968 roku. Przez „czwórkę” wpisaną przez markera Tommego Aarona, zamiast „trójki” zieloną marynarkę zgarnął Bob Goalby. Na całe szczęście pechowy Argentyńczyk miał już na swoim koncie zwycięstwo w turnieju wielkiego szlema (1967 British Open) ale po tym numerze już nigdy nie zawędrował wysoko.

Byron Nelson

W 1946 roku na turnieju U.S. Open Nelson był jednym z głównych pretendentów do tytułu. Nic zatem dziwnego, że ludzie tłumnie przybywali by zobaczyć jak gra. Na 13 dołku publika dopisała tak licznie, że zdezorientowany, przeciskający się przez tłum caddy przypadkowo kopnął piłkę swojego zawodnika. Efektem tego wypadku był jeden punkt karny, który doprowadził do dogrywki Nelsona, Lloyda Mangruma i Vica Ghezzi. Dogrywkę ostatecznie wygrał Mangrum. Nelson nie zwolnił swojego caddiego.

Ian Woosnam

W 2001 roku w czasie turnieju The Open rozgrywanym na polu Royal Lytham & St. Annes, wszyscy patrzyli na Iana, który mógł sięgnąć po swój drugi tytuł wielkoszlemowy. Woosnam podkręcił już atmosferę na pierwszym dołku finałowej rundy, gdzie zrobił birdie i wysunął się na 1-uderzeniowe prowadzenie. Niestety chwile później Miles Byrne, caddy Woosnama, poinformował swojego szefa, że w torbie mają niedozwoloną ilość, 15 kijów. Woosnam ze złością rzucił nadprogramowego drivera na ziemię ale mimo wyładowania agresji nie prędko do siebie doszedł robiąc po drodze kilka kolejnych bogeyów. Ostatecznie Walijczyk zajął miejsce T3 a dwa tygodnie później zwolił caddiego.

Sesja naczelnego Tomasz Z.

Napisane 17.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

W natłoku zajęć dydaktyczno-porządkowych na polu golfowym w Kołczewie nie starcza nam czasu na to by poćwiczyć (czego efekty były dość stanowczo widoczne na ostatnim pro-amie), o regularnym pisaniu na stronie nie wspominając. Ale, żeby nikt nas nie posądził o całkowity brak poszanowania dla wiernego czytelnika ( cały czas się łudzimy , że takowych mamy), publikujemy przynajmniej raz w tygodniu. Niebawem sezon dobiegnie końca i wraz z większą ilością wolnego czasu, będziemy zwiększać częstotliwość naszych autorskich publikacji. Słowo harcerza.

Jednakże, dzisiaj mamy dla was maleńką niespodziankę, chociaż szczerze mówiąc, jest wysoce prawdopodobne, że największy ubaw będziemy z niej mieli sami. Za sprawą nieocenionej Yaffki, parającej się co nieco fotografią Wasz redaktor doczekał się pierwszej w życiu profesjonalnej sesji fotograficznej. Nie zaskoczy was fakt, że odbyła się ona na polu golfowym. A jakże! Naczelny Tomasz Z. w swoim naturalnym środowisku.

Komentarze na temat samego pozującego, możecie pominąć bo i tak bez względu na wszystko MY jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów zabawy z aparatem Yaffki i czekamy z niecierpliwością na kolejne zdjęcia.

Cobra raz jeszcze

Napisane 11.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

W zeszłym roku King Cobra zaprosiło do kampanii promującej nowego Drivera wielu świetnych golfistów i…wrednego prowadzącego. Pomysł się sprawdził i spodobał dlatego w tym roku, przy okazji premiery nowego kija historia się powtórzyła. Przed wami dwie nówki sztuki.

Dla dobra gry

Napisane 02.08.2010 przez Tomasz Zembrowski

Według oficjalnych danych Polski Związek Golfa zrzeszający golfistów amatorów ma w naszym kraju niecałe 3 tysiące członków. Nieoficjalnie mówi się o tym, że w golfa gra w Polsce 10-15 tysięcy osób. To w 40 milionowym kraju grupa rzędu błędu statystycznego, więc nie mamy się póki co z czego cieszyć. W USA gdzie mieszka niecałe 300 mln ludzi ,do golfa przyznaje się prawie 10 % populacji. Dlatego założone w 1894 roku USGA (United State Golf Association) to nie tylko miliony członków ale także gigantyczne pieniądze zainwestowane w edukację golfową (i nie tylko) najmłodszych. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że USGA prowadzi także kampanię społeczną w mediach. Przed wami kilka jej odsłon.

7115 kilometrów w tydzień

Napisane 27.07.2010 przez Tomasz Zembrowski

Taką odległość muszą pokonać niektórzy golfiści w tym tygodniu. Konkretniej, taki kawał drogi muszą zrobić seniorzy, który zakwalifikowali się do zeszłotygodniowego The Senior Open Championship wygranego przez Bernharda Langera i U.S. Senior Open Championship, który zaczyna się w najbliższy czwartek.

Pierwsza z imprez odbywała się w Carnoustie w Szkocji, druga za chwile zacznie się w Seattle. Biorąc pod uwagę, że większość zawodników (przynajmniej lepsza połowa) nie wie czy wróci w piątek czy w niedziele, to do środowej rundy treningowej za dużo czasu nie pozostaje. Poza tym, podróżowanie bezpośrednio z 10 tysięcznego (tak chodzi o populacje) miasteczka bezpośrednio na zachodnie wybrzeże to nie taka prosta sprawa i jeżeli nie mamy prywatnego odrzutowca to podróż może trwać od 10 do nawet ponad 24 godzin. Niby lecąc na zachód nadrabiamy czas (Paris Hilton świętowała kiedyś sylwestra trzy w razy kolejno: w Australii, Europie i USA) ale tempo, emocje poturniejowe i zmęczenie musi się golfistom z pewnością udzielać. Poza tym nie zapominajmy, że część z tych facetów ma swoją pierwszą, a często drugą lub trzecią młodość za sobą.

Generalnie dla organizatorów Champions Tour wielkie brawa…NOT. No chyba, że szkocki przewoźnik jest z nimi w zmowie, co całkowicie zmienia postać rzeczy i jesteśmy pod wielkim wrażeniem.