Czytaj o programie telewizyjnym - Golf pasja i sport

Miałem być gimnastykiem

Napisane 25.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

W zeszłym roku pisaliśmy już o Benie Crane, najwolniejszym i jednocześnie najzabawniejszym zawodniku ligi PGA Tour (Bubba Watson też pretenduje do tego tytułu – w sensie to najzabawniejszego, nie do najwolniejszego). Było już o rutynie przed-rudowej, o dbaniu o formę, a tym razem sprawa dotyczy zamierzchłej przeszłości Benjamina i jego kariery…gimnastycznej.

Z takim trenerem od gimnastyki chyba też wybralibyśmy golfa.

Kto ile „przytulił” w 2011

Napisane 20.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

Styczeń jest miesiącem podsumowań, statystyk i zestawień i co tu dużo mówić jak co roku nie będziemy wychodzić przed szereg. Ostatnio pisaliśmy o tych, którzy zarobili najmniej teraz powiemy Wam kto zarobił najwięcej, aczkolwiek niekoniecznie na samym golfie.

1. Tiger Woods
Z jednej strony spadek o 50%  w stosunku do roku 2009 to spory policzek, ale po operacji i skandalu mogło być gorzej. Tym bardziej, że ta 50% skromniejsza kwota dała 64 mln $. Lider finansowy bez zmian

na polu: $2,067,059
poza polem: $62,000,000
Suma: $64,067,059

2. Phil Mickelson
Lefty remains one of the best-liked players among fans, making him an extremely valuable endorsement partner. Lefty z jednej strony jak w „Nic śmiesznego” ciągle drugi, ale z drugiej strony ciągle drugi. Uwielbiany przez wszystkich, doskonały materiał reklamowy

na polu: $3,991,564
poza polem: $38,000,000
Suma: $41,991,564

3. Arnold Palmer
Jedyna osoba na naszej liście, która z gry nie zarobiła ani centa. Mimo tego, że Arniemu zabrali licencje pilota, w wieku 82 lat, jest on nadal Królem Kasy.

na polu: $0
poza polem: $36,000,000
Suma: $36,000,000

4. Jack Nicklaus
Projektowanie pól to lukratywny biznes, tym bardziej jak się wygrało w przeszłości 18 majorów i fani nadal kochają. Marka nie do zdarcia.

na polu: $155,000
poza polem: $28,800,000
Suma: $28,955,000

5. Greg Norman
Jeden z najlepszych biznesmenów wśród weteranów golfowych. Projekty, wina, trawa, ubrania – logo rekina jest wszędzie.

na polu: $75,118
poza polem: $22,750,000
Suma: $22,825,118

6. Luke Donald
„Przytulił” niesamowitą kwotę 13,2 mln $ z gry w jednym sezonie. Przy okazji wygrywając obie ligi. Jego wartość marketingowa znacznie wzrosła.

na polu: $13,183,497
poza polem: $8,500,000
Suma: $21,683,497

7. Ernie Els
„Big Easy” gra nie najgorzej a do tego ma różne pomysły biznesowe w USA i RPA (łącznie z produkcją wina).

na polu: $1,409,442
poza polem: $17,000,000
Suma: $18,409,442

8. Gary Player
Projektowanie pól, organizowanie eventów, przemowy i konferencje oraz wiele innych aktywności stawiają ostatniego z „Wielkiej trójki” w czołowej dziesiątce rankingu. Czarny Rycerz rządzi.

na polu: $14,486
poza polem: $16,000,000
Suma: $16,014,486

9. Sergio Garcia
Jest znany i lubiany po obu stronach Atlantyku, mimo słabszego okresu i chimerycznego zachowania. Pomyślcie ile będzie warty kiedy wygra swojego pierwszego majora.

na polu: $3,601,441
poza polem: $12,250,000
Suma: $15,851,441

10. Bill Haas
10 milionów $ bonusa świadczy o tym, że to był jego rok. To Bill „przytulił” z gry najwięcej ze wszystkich na kuli ziemskiej w 2011 roku – 14.3 mln!!!

na polu: $14,354,785
poza polem: $1,000,000
Suma: $15,354,785

11. Rory McIlroy
Trudno określić jego wartość w przyszłości ale z pewnością będzie rosła. Jeżeli wygra kolejnego majora to już w ogóle strach się bać. Rors to niewątpliwie wschodząca marka pierwszego kalibru.

na polu: $8,174,832
poza polem: $5,900,000
Suma: $14,074,832

12. Lee Westwood
Ulubieniec reklamodawców od dwóch dekad. Ciągle wysoko więc jego loga są ciągle w TV. Solidny produkt.

na polu: $5,062,181
poza polem: $7,100,000
Suma: $12,162,181

13. K.J. Choi
Jeden z dwunastu zawodników, który w roku 2011 zarobił ponad 5 mln $. Poza tym także medialna maszyna w Południowej Korei.

na polu: $5,210,147
poza polem: $6,000,000
Suma: $11,210,147

14. Adam Scott
Jest towarem łatwym do sprzedania, bo ładnie opakowanym (to komplement). Do tego świetna tegoroczna gra w postaci 4.3 mln $ na polu daje awans o 6 miejsc w rok. Wielkie brawa. Steve raczej się nie przysłużył.

na polu: $4,336,919
poza polem: $6,500,000
Suma: $10,836,919

15. Matt Kuchar
Ten facet dostaje czek za każdym razem kiedy pojawia się na tee i zazwyczaj to czek niemały. Nikogo nie zdziwi fakt, że zarobił w zeszłym roku 6.7 mln $ na polach.

na polu: $6,724,343
poza polem: $4,000,000
Suma: $10,724,343

16. Webb Simpson
Prawie wszystko z kwoty 9.6 mln $ jest z gry. Jeżeli w 2012 będzie też dobrze grać jego wartość reklamowa wzrośnie bardziej niż bardzo.

na polu: $9,567,934
poza polem: $650,000
Suma: $10,217,934

17. Dustin Johnson
Kolejny facet, który nie będzie się mógł opędzić od sponsorów jeśli wygra majora. I bez tego „przytulił 6 mln $ z gry.

na polu: $5,965,559
poza polem: $3,950,000
Suma: $9,915,559

18. Padraig Harrington
Bycie bardzo sympatycznym i miłym facetem, który wygrał 3 majory to świetna kombinacja. Mimo ewidentnej zniżki formy nadal solidne marketingowe narzędzie .

na polu: $1,299,425
poza polem: $8,500,000
Suma: $9,799,425

19. Ryo Ishikawa
10 zawodowych zwycięstw przed 20 urodzinami uczyniły go największym reklamowo-marketingowym hitem w Japonii. Jeśli zacznie wygrywać w innych ligach nie ma przed nim ograniczeń kasowych.

na polu: $1,598,444
poza polem: $8,000,000
Suma: $9,598,444

20. Darren Clarke
A British Open victory has him back on the list. Extremely charming at corporate functions enhances his value. Zwycięstwo w British Open wrzuciło go z powrotem na listę. Wyjątkowo czarujący jest bardzo cenny, jednocześnie dobrze grający robi się jeszcze cenniejszy.

na polu: $2,541,194
poza polem: $6,250,000
Suma: $8,791,194

Pierwszoligowe Ogony

Napisane 17.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

W zeszłym roku Luke Donald zarobił 6 683 214 $ w 19 startach co oznacza, że za każdy start zarobił średnio 351 748 $!!! Podobny wynik osiągnął Ernie Els w 2004 roku kiedy w 16 eventach zgarnął 5 787 225 $ co dało przeciętnie 361 701 $. W tym samy roku jeszcze lepszą statystyką mógł pochwalić się Vijay Singh, który w 29 turniejach zdobył aż 10 906 166 $ dzięki czemu średnio na jedną obecność jego konto powiększało się o 376 040 $.

Oczywiście bezkonkurencyjny w tej kategorii jest Tiger, dla którego zrobiliśmy osobny akapit bo jego rekordy to już w ogóle inna historia. W 2009 w 17 występów wyciągnął 10 508 163 czyli za 4 dni średnio brał 618 127 $, w 2007 16 imprezach wygrał 10 867 052 co daje 679 190 $ za turniej. Rekord rekordów padł w 2008 kiedy Woods w zaledwie 6 turniejach zgarnął 5 775 000 $ czyli średnia wyniosła 962 500$ za turniej!!!

Zaparło Wam dech w piersiach? To teraz trochę mniej poważnie . Przed wami „najgorsi zawodnicy w tej kategorii” Oczywiście z tych co zarobili jakiekolwiek pieniądze bo Ci inni są nieweryfikowalni. Nie bierzemy też pod uwagę tych, którzy grali poniżej 10 startów bo załapali się na kilka zaproszeń od sponsorów, oraz tych, którzy w danym roku mieli kartę w Nationwide Tour.

2011 – Scott Gordon (2 cuty z 19 startów – T67 i T45)

19 startów – 28 311 $ = 1 490 $ za start

2010 – Chris Smith (1 cut w 10 startach – T43)

10 startów – 23 400 $ = 2 340 $ za start

2009 – Steve Allan (1 cut w 17 startach – T59)

17 startów – 13 671 $ = 804 $ za start

2008 – Travis Perkins ( 2 cuty w 23 startach – T60, T39)

23 starty – 36 583 $ = 1 590 $ za start

2007 – Paul Sheehan (1 cut w 11 startach – T64)

11 startów – 10 143 $ = 922 $ za start

2006 – Steven Bowditch (2 cuty w 22 startach – 76 i 78)

22 starty – 11 160 $ = 507$ za start

Jesteśmy winni Stevenowi kilka słów komentarza za zasługi. W 2006 roku Steven w 22 startach, 2 razy przeszedł cut’a, 4 razy został zdyskwalifikowany (DQ)  i 3 razy wycofał się w trakcie turnieju (WD).

2005 – David Duval (1 cut w 20 startach – T60)

20 startów – 7 630 $ = 381 $ za start

2004 – Fulton Allem (1 cut w 13 startach – 74)

13 startów – 9 792 $ = 753$ za start

2003 – Mike Hulbert ( 1 cut w 14 startach – 80)

14 startów – 6 300$ = 450$ za start

2002 – Bill Glasson (1 cut w 13 startach – T56)

13 startów – 4 599 $ = 353$ za start

Słówko komentarza – Bill był w 2002 roku ostatnim sklasyfikowanym zawodnikiem w lidze. Owszem, nikt nie zarobił w PGA Tour mniej niż on.

2001 – Mark McCumber ( 1 cut w 11 startach – T59)

11 startów – 7 276 $ = 661 $ za start

2000 – Fuzzy Zoeller ( 1 cut w 14 startach – 79)

14 startów – 4 550 $ = 325 $ za start

1999 – David Seawell ( 2 cuty w 23 startach – 72,77)

23 starty – 9 550 $ = 415 $ za start

1998 – Lan Gooch ( 1 cut w 22 startach – T48)

22 starty – 3 172 $ = 144 $ za start

Na tym kończymy bowiem rok 98 był końcem pewnej epoki płacowej i różnice za bardzo zatrą naszą statystykę.

Dla jasności, Ci wszyscy panowie byli dobrymi golfistami (Duval był nawet numerem 1 na świecie) tyle, że w danym okresie wiodło im się gorzej. W sumie to wiodło im się najgorzej ale dzięki temu wiemy, że nawet zawodowi golfiści są ludźmi. Poza… Woodsem rzecz jasna.

Podróbkom mówimy stanowcze NIE!

Napisane 13.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

Amerykańska organizacja skupiająca nie mniej amerykańskich producentów walczących z zupełnie nie amerykańskimi podróbkami, której hasłem przewodnik jest „Keep for real” (swoją drogą całkiem chwytliwe hasło)  poinformowała, że na podstawie wstępnych nakazów sądowych, Sąd Dystryktowy USA dla Południowego Dystryktu Florydy zamknął 62 strony internetowe, na łamach których sprzedawano podrabiany sprzęt. To kolejny krok na przód w walce z „Fejkami” i informacja bardzo dobra dla samych konsumentów. Poza zamknięciem samych stron, ich właściciele powinni zacząć się bać bowiem zostaną im przedstawione zarzuty a sprawy wylądują w sądach. Dobry kopniak wymierzony w nieprzypadkowe podrabiane zadki.

Podróbki jakie sprzedawano na stronach to przede wszystkim kije, piłki, head covery i torby. Poza zamknięciem stron, zamrożono także wszystkie konta PayPall powiązane z transferami w tychże sklepach, do czasu wyjaśnienia sprawy. Niestety sprawy dotyczą także klientów i ich kont, także pechowi nabywcy muszą się uzbroić w cierpliwość.

Joe Nauman (reprezentujący jedną z organizacji „anty-podróbkowych”):  „To broń ostateczna w naszym arsenale, w nierównej walce z podróbkami. Zamknięcie tylu stron w jeden dzień to wyraźny sygnał od Sądu Federalnego Florydy skierowany w stronę przestępców. Ta akcja uchroni prawdopodobnie tysiące klientów, przed nabiciem w butelkę i kupnem podrabianych kijów.

Broń ostateczna i skuteczna. To jeden z największych sukcesów grupy założonej w 2004 roku, z powodu coraz większej ilości azjatyckich wersji renomowanych firm zalewających europejskie i amerykańskie rynki. The Golf Anti-Counterfeiting Group reprezentuje 5 wielkich firm : Callaway-Odyssey, Top-Flite and Ben Hogan; TaylorMade-adidas Golf  i Ashworth; PING; Cleveland Golf, Srixon i Never Compromise, natomiast Acushnet Company to z kolei Titleist, FootJoy and Scotty Cameron. Są tu więc wszyscy, którzy w golfowym torcie mają spore kawałki i sporo do stracenia.

O jakiej skali problemu mówimy. W samym 2011 roku udało się ściągnąć z rynku 80 TYSIĘCY produktów. Można śmiało założyć, że to 10-15% wszystkich podróbek jakie znajdują się obecnie w obrocie -  mówimy zatem o setkach tysięcy przedmiotów i milionach (bardziej dziesiątkach milionów) $ obrotu.

Pamiętajcie, trzykrotnie tańszy, niż normalnie, driver prawdopodobnie ma zamiast shaftu  kij od mopa, zamiast gripu – kilka gumek recepturek, a zamiast technologiczne rozwiniętej główki, wodogłowie, które będzie wydawało przy uderzeniu dźwięk rodem z „Gwiezdnych Wojen”. Wierzcie nam, dźwięk strzelającej Gwiazdy Śmierci, przy impakcie, nie jest gwarantem sukcesu i chociaż będziecie przez chwile bohaterami driving range i Waszego klubu, to Wasza chwała będzie krótko-trwała i niepożądana.

I przy okazji przypominamy nasz mały przewodnik po Podróbkach, Imitacjach i Super Technologiach.

Co było pierwsze? Tiger czy golf?

Napisane 10.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

Sezon 2012 się zaczął, a jak się Majowie nie pomylili to i się nawet w grudniu skończy, ale nie ten problem chcieliśmy dzisiaj zgłębiać. 2012 się zaczął od świeżych emocji (emocyj jakby to Holoubek powiedział) po wygranej Tigera w turnieju Chevron World Challenge. Wszyscy „znawcy” obstawiają już teraz, ile Tiger w sezonie 2012 zgarnie tytułów, ci optymistyczni zakładają nawet 8, pesymiści…3. Oczywiście eskalujemy ale generalna histeria wróciła mimo iż Eldrick wygrał tylko ” swój własny turniej”, przy sprzyjającej publiczności i w towarzystwie aż 18 graczy. Tym którzy nie zauważyli normalnie w turnieju grać odrobinkę więcej zawodników bo ponad 150. Pomijając już kwestie samego zakwalifikowania się do imprezy przez dziką kartę od fundacji…

Kolejnym wielkim „newsem”  jest powrót ex numero uno po 10 latach opuszczania imprezy, na turniej AT&T Pebble Beach Pro Am, rozgrywany od 9-12 lutego. Wszyscy się cieszą, Tiger się cieszy, pewnie jego mama się cieszy, może nawet skrycie cieszy się Elin (może ona jednak nie), a z pewnością cieszy się jego agent. Tym bardziej, że kolejna „plotka” mówi o tym, że Tony Romo (według różnych źródeł HCP od +1 do +3,3), najlepszy z amatorów ma zagrać w parze, nie z kim innym jak właśnie z samym Tigerem. Po co? No jak to po co!! Po to, żeby wygrać. Uważamy , że nie ma to żadnego znaczenia, ale najwyraźniej dla tych którzy o tym mówią, ma ogromne bo robią wokół tego więcej szumu, niż wokół wszystkich lig jednocześnie. A warto by się nad tym zastanowić dlaczego Tiger, tak niechętnie grający w pro-amach nagle się cieszy i nawet się tym wielkim szczęściem dzieli ze społeczeństwem za sprawą swojej strony internetowej. Możemy być błędzie, ale jest to amerykańska-prosta-jak-drut strategia marketingowa „wybielająco-powracająca”. Woods się już sypał popiołem, zwołał konferencję prasową przypominającą pogrzeb scjentologiczny (cały czas się zastanawiamy czy za tą brzydką kurtyną nie stał Tom Cruise), teraz przyszedł czas na ocieplanie wizerunku.

A trzeba się z tym ciepłym- imidżem śpieszyć bo w  powietrzu wisi kolejna „afera”. Hank Haney napisał książkę o 6 latach, które spędził z Woodsem, w czasie których golfista zdobył prawie połowę tytułów w całej karierze.  I w czasie, których był bohaterem skandalu „przyczajony tygrys, ukryty hydrant”. A teraz musi być następny skandal bo książka nazywa się „The Big Miss” Wspaniale!! Tego nam właśnie było trzeba w golfowym świecie. Oby nie skończyło się na poziomie filmu „dokumentalnego”, który zaserwowała nam TVP2 w zeszłym roku. Kto nie oglądał – niech sobie da spokój. Bicie się w pierś pierwszego trenera, płaczliwe rozmowy z kelnerkami i striptizerkami oraz zbieranie z parkingów tamponów jest poniżej wszelkiej krytyki. Powiedziałbym że dzisiejsza okładka super-expressu z głową prokuratora Przybyła jest adekwatna. Żenua!!!

No i po co to wszystko? Czy Tiger Woods= Golf albo inaczej zadając pytanie czy golf nie dawał sobie rady bez Tigera? Jakiś czas temu Jack Nicklaus powiedział, że golf jest większy niż Tiger i coś w tym jest. Ale pomijamy już kwestię reklamowo-pieniężną bo rozkręconego koła, w którym głównym młynarzem być niewątpliwie Woods, nie trzeba już popychać i kręcić, bo kręci się świetnie samo, tym bardziej że nurt rzeki, w którym stoi, jest więcej niż wartki.

Czy lata 2010 i 2011 były golfowo nudne? Nawet najwięksi fani Tigera, nie mogą powiedzieć, że nie. Działo się sporo, walka o pierwsze miejsce toczyła się między kilkoma rewelacyjnymi zawodnikami, „Stary kontynent” odżył i jest najmocniejszy od połowy lat 80tych, pojawiły się nowe młode twarze, które poczynają sobie nader śmiało, a kilku „emerytów” nadal dzielnie walczy. Piękno golfa w czystej postaci.

Czy gdyby Tiger był w swojej życiowej formie, to czy Luke Donald wygrałby ligi po obu stronach oceanu? Czy młody Haas zachipowałby z wody i wygrał w pięknym stylu FedEx Cup, czy debiutant Bradley wygrał by w PGA Championship? Czy Bubba Watson i Phil Mickelson byliby pierwszymi lewo-ręcznymi zawodnikami, którzy zajęli dwa pierwsze miejsca w PGA Tour w jednym turnieju(Farmer Insurance Open), czy Północna Irlandia wygrałaby w półtora sezonu 3 majory, i czy w Rors pobiłby wszystkie dotychczasowe rekordy U.S. Open, czy Darren Clarke wygrałby British Open w swoim gazylionowym występie? Tego się nigdy nie dowiemy.

Tiger Woods jest przez wielu uważany za najlepszego golfistę wszech czasów (nie żebyśmy byli innego zdania ale poczytajcie sobie statystyki wcześniej wspomnianego Jacka Nicklausa), i jego wkład w rozwój golfa jest niepodważalny, ale czy dominacja i zamurowanie na 1 miejscu przez 623 tygodnie jest najlepszym i najciekawszym scenariuszem? Sami oceńcie.

 

Filmów o (nie)golfie garstka

Napisane 06.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

Ostatnio pisaliśmy o filmie „Siedem dni w Utopii”, ale chcemy o nim jak najszybciej zapomnieć, dlatego dzisiaj przygotowaliśmy dla Was zestawienie kilku klasyków. Gorąco polecamy. Wkrótce kolejne pozycje (bez skojarzeń…)

1. Green Card (1990) W rolach głównych Gérard Depardieu i Andie MacDowell. Francuz Georges aby zostać w Ameryce potrzebuje tzw. zieloną kartę. W tym celu odbywa fikcyjny przyśpieszony 12-godzinny kurs na pobliskim polu golfowym u trenerki Bronte, która musi ściągnąć jak najwięcej nowych uczniów by wynajmować upragniony 2-piętrowy driving range. Władze klubu domyślają się jednak, że coś nie gra i „golfowa” para musi popracować zarówno nad teorią jak i praktyką.

2. Bye Bye Birdie (1963) W rolach głównych: Lee Aaker, Janet Leigh, Gil Lamb i Dick Van Dyke. Początkująca gwiazda LPGA podróżuje przez USA do małego klubu w stanie Ohio, gdzie ma zaprezentować specjalny pokaz golfowy dla swojego największego fana, który właśnie dostał dziką kartę do drugiej ligi zawodowej w Wietnamie. Chwytające za serce strzały i zapierające dech w piersi lip-outy.

3. Out of Bounds (1986) W rolach głównych: Anthony Michael Hall, Jenny Wright i Jeff Kober. Daryl Cage, początkujący golfista z wiejskiego 9-dołkowego klubu w Iowa zostaje wysłany przez rodziców do LA, do starszego brata. Niestety, za sprawą pomyłki Daryl opuszcza lotnisko, nie ze swoją torbą golfową ale z identyczną, należącą do wyjątkowo wrednego zawodowca, który właśnie nie przeszedł 7 z rzędu cuta. Brat i jego dziewczyna zostają zamordowani kijami Daryla, dlatego policja to właśnie jego podejrzewa o zbrodnię. Czy uda mu się odzyskać dobre imię i wygrać jednocześnie w turnieju HCP w Mieście Aniołów?

4. Rough Riders (1997) W rolach głównych: Tom Berenger, Sam Elliott oraz Gary Busey. Podsekretarz PGA Tour, Teodor Roosvelt (jeszcze zanim został prezydentem) rezygnuje z ciepłej posady, tworząc grupę „Rough Riders” składającą się z weteranów Senior Tour, która jest gotowa na brutalne starcie w matchplay-u z hiszpańską drużyną narodową. Prawdziwa rzeź, mocna muzyka i męskie tee.

5. Iron Man (2008) W rolach głównych: Robert Downey Jr. i Jeff Brigdes. Historia miliardera, przemysłowca i genialnego golfisty Tony’ego Starka , szefa Stark Industries, głównego dostawcy sprzętu golfowego w USA. Beztroski styl życia Tony’ego zmienia się na zawsze, kiedy po testach przeprowadzanych z nowym sand-wegdem, jego konwój zostaje zaatakowany, a on sam porwany przez trenerów Północn0-Koreańskiej damskiej drużyny narodowej. Ranny od metalowego shaftu 7-wood, który utkwił w pobliżu serca, Tony zostaje zmuszony do skonstruowania doskonale wyważonych setów kijów dla całej kadry.

6. Push (2009) W rolach głównych: Chris Evans, Dakota Fanning i Camila Belle. Nick Grant odziedziczył po swoim ojcu zdolność telekinetycznego przesuwania piłki golfowej w trakcie lotu, która stanowi obiekt badań tajnej golfowej agencji, zwanej 19 dołkiem. Eksperymenty mające na celu wzmocnienie mocy osób obdarzonych niezwykłymi możliwościami, jak dotąd prawie dla nikogo jeszcze nie skończyły się dobrze. Tym bardziej, że zbliża się The Masters a ludzie z 19 dołka chcą mieć pewność, że tylko wybrane piłki będą lodować na greenach i fairwayach.

Boris Becker i Mika Hakkinen grają w golfa…

Napisane 01.01.2012 przez Tomasz Zembrowski

Witamy w 2012. Zrobiło się futurystycznie? Zrobi się dopiero za sprawą futurystycznej reklamy, w której w 2029 roku „zaawansowani wiekowo Boris Becker i Mika Hakkinen rozgrywają rundę golfa. Świetna odsłona kampanii Mercedesa z 2011 roku (kiedy to było).

Sami zobaczcie.

Siedem dni w Utopii

Napisane 27.12.2011 przez Tomasz Zembrowski

Pamiętacie jak jakiś czas temu pisaliśmy o tym, że do amerykańskich kin wchodzi nowy film o golfie?

Nie pamiętacie? To przypominamy zwiastun

Już kojarzycie? Widzieliśmy go, i zgodnie z obietnicą podzielimy się z Wami wrażeniami.

Po pierwsze jest w nim faktycznie sporo golfa: jest turniej Valero Texas Open, jest K.J. Choi (grający groźny numer 1 na świecie), jest Rickie Fowler i Steward Cink (grający samych siebie). Po drugie jest też Robert Duvall (nie mylić z ex-numerem na świecie Dvualem), który uczy głównego bohatera gry w golfa, czy raczej prowadzi go za rączki pomagając mu wyjść z mentalnego impasu. I prowadzi go na lekcje pilotażu, łowienia ryb, malowania pejzaży i innych ciekawych atrakcji, w których dostrzega parabole do gry w golfa i metody, których nie powstydziłby się nawet sam Leadbetter.

Każdą z kolejnych „prób” Duvall wieńczy maksymą:

1) jeśli potrafisz opisać, dlaczego robisz, to co robisz, nie wybiją cię z rytmu inni ludzie, ani ich dobre rady;
2) jeśli rozumiesz swoje emocje, których doświadczasz w trakcie gry, zdołasz zachować równowagę;
3) każde dobre uderzenie wymaga wcześniejszej wizualizacji – wyobraź sobie czego chcesz, a osiągnięcie tego stanie się prostsze
4) ważne rzeczy w życiu, to nie praca, nie sukcesy, nie cudze uznanie… kto tego nie rozumie, boleśnie odczuje bezsens gry, podejmowanej dla
niej samej…

Trudno nie przyznać mu racji. Te uniwersalne prawdy to filary mentalnego golfa. A całość poza treścią jest połączona ładnymi zdjęciami, ciekawą, wzruszającą muzyką i wyrazistymi postaciami. Ale do czego nas to wszystko prowadzi?

No właśnie. Ostatnim testem młodego profesjonalisty była wizyta na małym cmentarzu, gdzie otrzymał skrzynkę, ołówek i dwie kartki. Na pierwszej miał zapisać wszystkie kłamstwa, które utwierdzał w sobie w swoim życiu, wszystkie kłamstwa, które celebrował w sercu, mimo iż niszczyły jego duszę (wiemy, wiemy, robi się ciężko). Na drugiej miał spisać natomiast wszystko czego nauczył się w czasie 7-dniowego pobytu w Utopii, o życiu, miłości, wierze, rodzinie, prawdziwych wartościach i Bogu. Bo przecież Bóg ma dla niego większą misję, niż trafianie piłką do dołka.

W książce Golf’s Sacred Journey (film jest jej ekranizacją) bezimienny pro wpisuje następujące „kłamstwa”:

- Moje wyniki na polu są odzwierciedleniem mojej wartości.
- Porażka w golfie, jest porażką w życiu.
- Sukces na polu golfowym przyniesie mi spełnienie na długo.
- Moim powołaniem jest gra w golfa.
- Opinie innych są najważniejsze w decyzjach, które podejmuje
- Bóg jest podporą dla słabych.

A potem jest coraz ciekawiej. Główny bohater, jest innym człowiekiem z zupełnie nowym nastawieniem, po „nawróceniu” gra jak z nut w dużym turnieju, dogania najlepszego na świecie Oz’a (Choi) doprowadza do dogrywki i……..koniec filmu bo przecież to czy trafia putta na zwycięstwo nie jest ważne, podobnie zresztą jak cała gra w golfa.

Jesteśmy nieco skonfundowani. Zazwyczaj to właśnie golf jest metaforą życia i co najmniej kilka z „kłamstw” z listy anonimowego pro, jest dość często powtarzanymi wśród grających maksymami. Z pewnością, nie w dosłownym znaczeniu ale jednak. Nie raz nasz redaktor w czasie lekcji, mówił do uczniów: „cechy, które świadczą o tobie jako o golfiście, definiują Cie w pewnym sensie w życiu.” Ci sami uczniowie często powtarzają, że trener robi z golfa religię. To w tym kontekście dość zabawne. Ale tak to właśnie jest: uczciwość, umiejętność zwycięstwa i porażki, koncentracja, regularność, powtarzalność, umiejętność podejmowania decyzji, planowanie, strategia, zdolność współpracy i konkurowania, panowanie nad strachem, złością, frustracją i stresem i wiele innych cech kształci golf i zasada jest prosta – jeżeli z jednym z tych czynników nie radzimy sobie na polu, nie poradzimy sobie z nimi też w życiu.

Sukces i porażka w golfie jest równa sukcesowi i porażce w życiu? Biorąc pod uwagę, że tytułowy bohater filmu jest zawodowym golfistą, który ma problemy z wymagającym za dużo ojcem i jeszcze większe problemy z opanowaniem frustracji, gniewu i przyjęciem porażki to chociaż nie dosłownie ale jak najbardziej tak. Jego sukcesy i porażki na polu, są w pewnym sensie porażkami w życiu. Tajemnica tkwi jedynie w tym jak serio się do tych sukcesów i porażek podchodzi i jakie się wyciąga z nich wnioski. Tym bardziej, że jego „mentor i nauczyciel” nie ma zastrzeżeń do jego techniki.

Nie chcemy jednoznacznie oceniać tego filmu. Z pewnością znajdą się osoby, do których ta „religijność golfa” przemówią i dołączą do podobno pokaźniej już liczby wielbicieli tej książki i jej ekranizacji. Chociaż jesteśmy prześmiewcami, z pewnością z czyiś przekonań religijnych nie zakpimy. Sami nie raz po naszych strzałach krzyczymy ” OOOOOOOOOOOO Boże!!!!!!”

 

Wesołych świąt

Napisane 23.12.2011 przez Tomasz Zembrowski

Redakcja „Golf Pasje Net” życzy wszystkim golfistom i golfistkom wesołych i spokojnych świąt.

Zimowa aura nie sprzyja naszej ulubionej grze więc może chociaż niektórzy z Was dostaną pod choinkę puttera, którym będzie można poćwiczyć, ku konsternacji pozostałych domowników, na dywanie.

Takie prezenty są jak najbardziej na miejscu bo Mikołaj (zwany również Gwiazdorem) to całkiem niezły golfista. Nie wiemy wprawdzie dlaczego wybrał akurat Yorkshire ale nie wdawajmy się w taki szczegóły. Grunt, że ma prezenty i jeszcze w golfie pomoże.

Dwa eagle na rundę? Słaaaabo!

Napisane 17.12.2011 przez Tomasz Zembrowski

Steven Bowditch wprawdzie szału w zawodowym golfie nie robi ale w ostatnich dniach dokonał czegoś, co zdarza się niezwykle rzadko. Co konkretnie? Zaczął rundę od dwóch eagli. Powiedzie, eee tam takie rzeczy się zdarzają. To prawda, nawet nasz szanowny redaktor zrobił kiedyś na jednej dziewiątce w Amberze dwa eagle (wprawdzie łącznie zrobił ten back-nine + 4 więc bez komentarza) ale…Steven zaczął od dwóch eagli na par 4. Sami zobaczcie.

Nie robi wrażenia? Spoko jesteśmy na to przygotowani… a co powiedziecie na 3 eagle w jednej rundzie?

W European Tour dokonali tego:

Paul Leonard w turnieju  Martini International na polu Royal Burgess GC  w 1973
Colin „Monty” Montgomerie w turnieju Canon European Masters na polu Crans-sur-Sierre w 1993
Niclas Fasth w turnieju Holden New Zealand Open na polu Gulf Harbour CC w 2005

W PGA Tour było ich znacznie więcej bo ponad 25. Wśród szczęśliwców/orłów (że niby tacy lotni w nauce) znaleźli się między innymi:

Jimmy Walker, Will MacKenzie, Arjun Atwal, Bubba Watson , Jason Gore, Troy Matteson czy Joe Ogilvy

Panie też nie odstają i w LPGA po 3 eagle w jednej rundzie zrobiły:

Eunyung Yi w 2009 LPGA Corning Classic, Alice Ritzman w 1979 Colgate European Open, Nina Reis w 2006 Safeway Classic oraz Sophie Gustafson w 2008 Corona Championship.

Nadal mało? Chcecie więcej? NO PROBLEM!!!

Gordon Brand Jr i Mikko Ilonen w jednej rundzie uzyskali 4 eagle!!! Pierwszy dokonał tego w 1986 roku w imprezie Jersey Open, drugi w Canarias Open de España w 2003.

To oficjalny rekord rekordów. Większość ludzi ma problem ze zrobieniem jednego eagla w życiu. A oni? No cóż…dzień bez eagla dniem straconym.

Dziękuje. Dobranoc!